Narzekać nie ma co, trzeba pracować, radzić sobie, czasem warto zaryzykować… – to podstawowe zasady, których Jan Mazepa trzymał się od początku i które przekazuje dzieciom.
Jest decyzja, są działania

Kiedy Jan Mazepa zdecydował się osiąść na wsi, wiedział, że musi stworzyć gospodarstwo, które zapewni bezpieczeństwo i przyszłość całej rodzinie. Gdy w 1981 roku usłyszał, że w Domaniówku jest do kupienia 8 ha ziemi, którą ktoś przekazał na Skarb Państwa za rentę, nie zastanawiał się długo.
Co prawda gospodarstwo było mocno podupadłe i zaniedbane, ale ziemia dobra i to się liczyło – wspomina Jan Mazepa.

Gdy w 1987 r. wystawiono na sprzedaż gospodarstwo zza miedzy, decyzja była równie szybka i konkretna. Kupili je, połączyli z już posiadanym i zaczęli wspólnie z żoną gospodarować na prawie 20 ha. Przez kilka kolejnych lat dokupywali i wydzierżawiali w okolicy ziemię.

Początki nie były najłatwiejsze – opowiada rolnik. Zaciągnęliśmy kredyty bankowe, których oprocentowanie od 1989 roku zaczęło gwałtownie rosnąć. Ale wiedzieliśmy, że musimy sobie jakoś poradzić. Hodowaliśmy świnie, robiliśmy kiełbasę, handlowaliśmy i wyszliśmy z długów. Później pomału, pomału…, ale było coraz lepiej.

Ostatnią zdobyczą jest 50-hektarowa działka kupiona w ubiegłym roku po upadłym państwowym gospodarstwie rolnym. I tak Emilia i Jan Mazepowie stali się gospodarzami na 200 ha. Główne uprawy to buraki cukrowe, kukurydza, pszenica i rzepak. Niestety ziemia podzielona jest na blisko 20 kawałków. – To nie ułatwia pracy – przyznaje gospodarz. Jednak nie narzeka, gdyż wszystkie grunty znajdują się w promieniu 5 km, jest do nich dobry dojazd i jest czym pracować. Najważniejsze, że gleby są bardzo dobre – przeważają klasy II i IIIa.

W co inwestować?
Miałam nadzieję, że w tym roku wyremontujemy dom i zrobimy nową elewację, ale mąż z synem przegłosowali, że ziemia ważniejsza – mówi Emilia Mazepa. Widać jednak, że w głębi duszy jest zadowolona z tego wyboru. Zwłaszcza że na ostatnią inwestycję zdecydowali się z myślą o synu – Tomaszu, z którego mama jest wyraźnie dumna. Chłopak studiuje jeszcze mechanizację rolnictwa na Akademii Rolniczej we Wrocławiu, ale widać, że już wie, czego chce od życia – zostanie na wsi i zamierza być nie gorszym rolnikiem niż ojciec, który popiera jego ambicje. Oboje rodzice przyznają, że syn, to dzisiaj ich najważniejsza inwestycja.

Ostatni zakup ziemi, to była faktycznie kosztowna inwestycja, bo płaciłem po 20 tys. za hektar ziemi – mówi Jan Mazepa. Ale ziemia, to pierwsza rzecz, w którą rolnik musi inwestować. Dopiero później są maszyny i cała reszta. Myślimy o przepisaniu tych 50 ha na syna. Co prawda od dawna prowadzi gospodarstwo wspólnie z nami, ale przychodzi czas, kiedy dzieci muszą zacząć się usamodzielniać, podejmować własne decyzje. Poza tym, jeżeli Tomasz będzie chciał dalej inwestować, zostanie pełnoprawnym właścicielem, a to otworzy mu dostęp do kredytów dla młodego rolnika i innych form wsparcia.

Praca i wypoczynek
Podwórko to hektar ogrodzonego terenu, który podzielono na dwie części – produkcyjno-gospodarczą i wypoczynkowo-rekreacyjną. Tak duża przestrzeń ułatwia przede wszystkim manewrowanie maszynami, których tu nie brakuje. Są one wykorzystywane nie tylko we własnym gospodarstwie, ale też dostarczają dodatkowego dochodu, bowiem Jan Mazepa zarejestrował działalność gospodarczą i świadczy usługi na rzecz okolicznych rolników.

A o sprzęt dba się tu prawie jak o domowników. W przydomowym warsztacie wykonano wiaty, które chronią maszyny przed wpływem szkodliwych warunków atmosferycznych. W samym warsztacie panuje wzorowy porządek. Narzędzia mają swoje stałe miejsca, na które trafiają po zakończeniu każdej pracy. Tu także znajdują się pełne zestawy odzieży ochronnej: półmaski przeciwpyłowe i półmaski z wymiennymi filtrami przeciwchemicznymi, okulary ochronne, rękawice, ochronniki słuchu. Wielu rolników zapomina, że stosowanie odzieży ochronnej może mieć ogromny wpływ na zdrowie i uchronić m.in. przed chorobami płuc, skóry, oczu czy słuchu.

Utrzymanie maszyn we właściwej kondycji ułatwia własna myjnia, która doskonale sprawdza się już od 8 lat. Dba się tu jednak nie tylko o wygląd sprzętu, ale przede wszystkim o jego jakość i stan techniczny, co przekłada się na bezpieczeństwo pracy.

Walory tego gospodarstwa dostrzegły także wyższe uczelnie, które co roku przysyłają studentów na praktyki. Młodzi przyjeżdżają chętnie, bowiem gospodarze dbają nie tylko o przekazanie przyszłym rolnikom dawki odpowiedniej wiedzy i praktyki. Zapewniają też właściwy wypoczynek należny każdemu po ciężkiej pracy, do czego świetnie nadaje się przydomowy ogród.

Gospodarstwo Emilii i Jana Mazepów uznano za najlepsze w IV Ogólnokrajowym Konkursie „Bezpieczne Gospodarstwo Rolne” organizowanym przez Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego we współpracy z Ministerstwem Rolnictwa i Rozwoju Wsi oraz Państwową Inspekcją Pracy.

Źródło: "Farmer" 18/2006

Podobał się artykuł? Podziel się!