Znacznie wyższe dopłaty do pastwisk i łąk, dla hodowców bydła, kóz, owiec i koni - wprowadzono w ub. r. Podstawą naliczenia funduszy, było posiadanie przez producenta na przełomie 2004 i 2005 r., trwałych użytków zielonych oraz zwierząt. Problem w tym, że system objął także tych, którzy z hodowlą zwierząt nie mają teraz nic wspólnego.

Władysław Brejta, prezes Polskiego Związku Hodowców Koni: - rolnik mógł sprzedać tego konia, natomiast nadal tą dopłatę zwierzęcą dostaje. Natomiast ten, które chce kupić konia i zająć się hodowlą – niestety tej dopłaty nie dostanie.

Dlatego hodowcy zapowiadają starania nad zmianą niekorzystnych dla siebie przepisów. Z tym może być jednak spory problem, twierdzi resort rolnictwa. Żądania hodowców są bowiem sprzeczne z zasadami Światowej Organizacji Handlu.

Joanna Czapla, Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi: - okres referencyjny raz ustalony nie podlega zmianie. Gdybyśmy go zmienili, to rolnicy dostosowywaliby swoją produkcję pod potrzeby płatności.

To nienajlepsza informacja dla hodowców, którzy wciąż liczą na dodatkowe wsparcie. Tym bardziej, że utrzymywanie koni w Polsce wciąż jest mało opłacalne. Szacuje się, że w stajniach znajduje się blisko 350 tys. zwierząt. O jakiejkolwiek opłacalności mówią jednak wyłącznie eksporterzy.

Andrzej Woda, Polski Związek Hodowców Koni: - trochę koni sprzedajemy do USA, i to zarówno rekreacyjnych jak i koni sportowych. Jeśli chodzi o Araby, to praktycznie cały świat. Dużo koni idzie do Czech, Słowacji i o dziwo wygrywają tam gonitwy.

Wysoka nadprodukcja koni w Europie to dla polskich hodowców spore wyzwanie. Chcąc utrzymać się na rynku konieczne jest zwiększenie eksportu. Zdaniem właścicieli stadnin, bez dodatkowych dopłat, jest to w tej chwili mało realne.

Źródło: Radosław Bełkot/Agrobiznes