W piątkowym wywiadzie dla „Wall Street Journal Polska” Zyta Gilowska powiedziała, że rolnicy powinni płacić składkę zdrowotną w wysokości 9 proc. otrzymanych dopłat bezpośrednich. W tym roku rolnicy otrzymają 6,6 miliarda złotych płatności obszarowych z unijnego budżetu oraz 4,4 mld zł z budżetu krajowego. „Razem 11 miliardów złotych, które moim zdaniem powinny być obłożone składką 9 proc., tak jak dochody robotników, nauczycieli, urzędników, górników itd.” – powiedziała Gilowska. Teraz ministerstwo finansów nie komentuje sprawy w przeciwieństwie do samych rolników, którzy robią to bardzo chętnie.

Wiktor Szmulewicz, prezes KRIR: - Mówiło się, wcześniej w zapowiedziach, że dopłaty są zbyt małe, żeśmy źle wywalczyli w Brukseli, a nagle rząd chce zabrać z dopłat jeszcze 9 proc.? To jest dla mnie niezrozumiałe i jest to zaprzeczenie wcześniejszych deklaracji.

Bardzo szybko pojawiły się też inne problemy w realizacji pomysłu opodatkowania dopłat bezpośrednich. Pierwsze to polityczne. Pomysł Zyty Gilowskiej nie był bowiem konsultowany z partiami koalicyjnymi. A po drugie okazał się niezgodny z przepisami Unii Europejskiej.

Andrzej Lepper, wicepremier i minister rolnictwa: - Skąd ta propozycja w ogóle jest? My na pewno mówimy zdecydowane nie. Nie będzie żadnych potrąceń z dopłat bezpośrednich. Na ten temat dysponujemy już ekspertyzą prawną, że jest to niezgodne z prawem Unii. Żadnych pieniędzy zabierać nie wolno!

To druga w ostatnich miesiącach propozycja Zyty Gilowskiej zmierzająca do ograniczenia wydatków na rolnictwo. Poprzednim razem pani wicepremier i minister finansów także w wywiadzie prasowym chciała ograniczyć o 2-3 mld zł wydatki na Kasę Rolniczego Ubezpieczenia Społecznego.

Źródło: Agrobiznes