12 maja Komisja (UE) opublikowała rozporządzenie upoważniające do przedłużenia terminu składania wniosków o przyznanie płatności w 2017 r., tego samego dnia minister Jurgiel postanowił o przedłużeniu terminu w Polsce i skierował do konsultacji rozporządzenie, przedłużające termin o dwa tygodnie. Nie zatrzymało to ataków i zarzutów, że zaspał, nie dopilnował, nie zareagował, nie rozumie, nie chce, nie lubi – żeby tylko na tych poprzestać.

W uspokojeniu nastrojów nie pomagały ponawiane zapewnienia ministerstwa, że sprawa wydłużenia składania wniosków jest analizowana i nie wyklucza się przedłużenia terminu. Złożone wnioski można poprawiać przez dwa tygodnie. Nie można się z tym uporać, nawet jak wiosna późna?Mówił o tym chociażby 10 maja w Sejmie wiceminister Babalski:

-  Jutro będziemy mieli raport, właściwie dzisiaj, na koniec dnia, będziemy mieli raport, jak wygląda sytuacja, jeśli chodzi o złożenie wniosków na 10. Jutro prawdopodobnie zapadną decyzje, co dalej robić. Termin, jak państwo wiecie, zbliża się nieubłaganie.

Powtórzył to 11 maja w sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi wiceminister Ryszard Zarudzki:

- Będziemy się zastanawiać, czy umożliwić przedłużenie składania wniosków.

12 maja decyzja zapadła. I to nie poprawiło humoru opozycji. Bo niby dlaczego tylko o dwa tygodnie dłużej? Dlaczego od razu nie o miesiąc, skoro wiosna spóźniona?

Złożone wnioski można poprawiać przez dwa tygodnie. Nie można się z tym uporać do końca maja, na cztery i pół miesiąca przed wypłatą kolejnych zaliczek?

Warto pamiętać – co wielokrotnie wcześniej przypominali poprzednio rządzący – o specyfice polskiej sytuacji. Mamy 1,355 mln rolników, tyle co łącznie jest we Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Irlandii, Portugalii, Austrii, Holandii, Danii i Belgii. Składane przez nich wnioski o dopłaty obejmują 14,1 mln ha, położonych na ponad 10 mln działek ewidencyjnych. Nie mamy natomiast doświadczeń i możliwości technicznych, równych krajom zachodnim, a pozwalających np. na elektroniczne obsługiwanie wniosków – nie mieliśmy ich nigdy, bo też i nie mieliśmy takiej potrzeby. Nie mieliśmy też i możliwości, żeby je wdrażać stopniowo - wtedy, gdy były wprowadzane na Zachodzie, czyli w 1992 roku. U nas nie było dopłat, nie było nawet elektronicznej ewidencji i map, teraz nie ma uprawnień o charakterze historycznym. Stosujemy SAPS, co wcale nie oznacza uproszczenia. Wprowadzamy, dostosowujemy się.