Sposób pozbawienia dzika życia stał się decydujący dla tego, co stanie się z jego mięsem. Otóż dzik odstrzelony sanitarnie może być zjedzony tylko przez strzelającego, natomiast upolowanego dzika strzelający może skierować na rynek. Taki prosty wniosek wypływa z zawiłych wyjaśnień Ministerstwa Rolnictwa (całość poniżej).

Dzik podejrzany o ASF i dlatego sanitarnie zastrzelony staje się pełnowartościowym mięsem, ale tylko dla strzelającego, bo na rynek nie można go skierować.

Czy to nie paradoks?

Zdrowy rozsądek podpowiada, że mięso z dzika nawet chorego na ASF – które człowiekowi podobno nie szkodzi – jednakowo zagraża strzelającemu sanitarnie, jak i biorącemu udział w polowaniu. Problem bowiem nie tyle w zagrożeniu dla zdrowia konsumenta takiego mięsa, co w zagrożeniu niosącym się wraz z ewentualnie skażonym mięsem – a niosącym się dla świń.

Sens prowadzonej u nas dzielnie od kilku lat walki z ASF sprowadza się przecież do zapewnienia (skutecznego - odpukać), że wirus nie przejdzie z dzików na świnie.

Dlaczego dzik odstrzelony sanitarnie, podejrzany o ASF, konsumowany zgodnie z zasadami użytku własnego, nie jest już podejrzany o możliwość przeniesienia ASF na świnie? Dlaczego jego leśny kolega zastrzelony w polowaniu jest wolny od podejrzeń, wszystko jedno, czy konsumowany przez strzelającego sanitarnie, czy polującego?

Nie wiadomo.

Nawet jak zbada się go na okoliczność włośni. Czyżby słabe ogniwo stanowiło tu badanie na okoliczność ASF? Nie wiadomo, choć wydaje się to prawdopodobne.

Więcej: Na niektórych obszarach już mniej niż 0,5 dzika na km kw.

Zatem pozostawiamy ten problem niewyjaśniony - choć próbowaliśmy.

Dodam jeszcze, że spożycie dziczyzny w Polsce jest bardzo niewielkie, co wtajemniczeni tłumaczą głównie wysoką ceną i gorszą dostępnością takiego mięsa. Na statystycznego Polaka w skali roku przypada zaledwie 80 gram mięsa z dziczyzny. A jest to mięso z wysoką zawartością białka, a niską tłuszczu i cholesterolu,  wartość energetyczna mięsa z dzika to 125 kcal/100 g (mniej niż wołowiny).