Bo, zdaniem rolników, nawet jeśli znajdziemy możliwość ograniczenia polskiej produkcji zbóż czy uporamy się wreszcie z budową polskiego portu, to i tak miejsce polskiego zboża zajmie zboże ukraińskie. Dlatego trzeba przede wszystkim ograniczyć ukraiński import zbóż do Polski. Rolnicy wskazywali, że możliwość na ograniczenie ukraińskiego importu jest jedna: badać jakość, w tym sprawdzać obecność GMO. Wobec gorszej jakości ukraińskiego importu polskie zboże – lepsze, bez GMO – musi tracić.

- Normy deklarowane w dokumentach przewozowych nie były przekraczane – ocenił z kolei wiceminister rolnictwa Jacek Bogucki. – Sytuacja na rynku zbóż jest wynikiem ogólnoświatowej tendencji i sytuacji. Ceny w Polsce wprawdzie odbiegają niekorzystnie od cen europejskich, ale dotyczy to właściwie wszystkich produktów rolno-spożywczych i ten poziom nie jest poziomem takim, który przekraczałby te granice. Jednocześnie zdajemy sobie sprawę z tego, w jakim położeniu geopolitycznym znajdujemy się i jakie są możliwości państwa polskiego, zarówno w zakresie eksportu zbóż, jak i importu.

Więcej: Zboże z Ukrainy przestanie zakłócać polski rynek?

Rolnik Andrzej Madej przedstawił opracowanie z ODR w Końskowoli – ceny zbóż w regionie Lubelszczyzny i południowej Polski są co najmniej 10 proc. tańsze niż w innych regionach, przekonywał. Zysku z upraw nie ma. Bezcłowy import z Ukrainy – od Buga do Wisły – niszczy rynek. Pozwolenie na stosowanie pasz GMO przez jeszcze dwa lata pozwoli na obrót GMO i sprowadzanie zbóż z Ukrainy i Kanady.

- Nigdy nie było tak, że produkt finalny jest droższy od produktu odpadowego. W Polsce cena na śrutę sojową to 1600-1800 złotych, a na ziarno wolne od GMO – 1270. Ta sytuacja cenowa tych dwóch produktów jest odwrócona. I temu powinien się przyjrzeć rząd RP – mówił Andrzej Madej.

Destabilizacja i obniżenie cen na polskim rynku zbóż to następstwo importu z Ukrainy – oceniał i w imieniu producentów „od Buga do Wisły” żądał rekompensat za poniesione straty - od rządu RP i Parlamentu UE.