Na terenie woj. podlaskiego zagęszczenie dzików jest stosunkowo małe, najmniejsze w Polsce – stwierdził podczas posiedzenia sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi przedstawiciel Polskiego Związku Łowieckiego, a rolnik pytał, skąd wobec tego tak duże szkody łowieckie na tym terenie. Czyżby powodowały je krety? Kolejny rolnik zarzucił nieprofesjonalizm działaniom inspekcji weterynaryjnej, podejmowanym w Hajnówce. Jak mówił, była ona nieprzygotowana do działań i potrzebne jest wyciągnięcie wniosków personalnych.

- Ich sytuacja zaskoczyła – ocenił i dodał, że rolnicy nie dostali dotąd odszkodowań za chorobę zwalczaną z urzędu i muszą występować o nie do sądu i walczyć o swoją należność. – ASF wystąpił z winy zaniedbań inspekcji weterynaryjnej, a nie z winy rolnika, bo inspekcja weterynaryjna jest powołana do zwalczania chorób zakaźnych, a ASF jest chorobą zakaźną, i my mamy ją od 2 lat – mówił rolnik. Jak stwierdził, kilka kilometrów od gospodarstwa z ASF znaleziono martwego dzika, zarażonego ASF. Lekarz powiatowy kazał służbom gminnym go zakopać – opowiadał rolnik i dodał, że dysponuje nagraniem wideo tej sytuacji. Dopiero po interwencji rolników przyjechał „sam powiatowy lekarz, bo nie było komu wysłać pracownika jakiegoś” i robił sekcję, pobierał próby. Jak się okazało maciora dzicza miała kilka prosiaków zakażonych.

- Gdybyśmy nie nagrali tego, lekarz powiatowy po prostu zamiótłby to pod dywan. I tak jak do tej pory było, przez te 2,5 roku lekarze powiatowi zamiatali pod dywan te wszystkie przypadki, które były. Natomiast możecie jeszcze państwo sprawdzić, że po wystąpieniu tego ASF-u w Hajnówce w ciągu tygodnia było 19 przypadków ASF u dzików. Nie było punktów, tylko 19 dzików znaleźli z ASF-em, tam gdzie dzików nie ma. I nie ma mowy, że PZŁ robi wszystko. Tutaj musi być zdeterminowana wola do odstrzału dzików, bo w tej chwili te dziki, które są w lesie, które leśnicy niby zagrzebali… ale to zagrzebali nie w sposób taki, który gwarantuje zabezpieczenie, że ten ASF się nie rozniesie.

Rolnik dodał, że potrzebne są nagrody dla tych, którzy znajdą w lesie padłe dziki. To pozwoli ocenić rozprzestrzenianie się choroby.

- Do tej pory te ogniska co były z drugiej strony Białegostoku, czyli za Siemianówką, od Siemianówki na północ, tam było tak, jakby ktoś pilnował, żeby tego ASF-u nie było za dużo, ale i nie było za mało. Ten ASF rytmicznie co dwa tygodnie się ujawniał. To też trzeba by było sprawdzić. Bo jeśli jest ASF u dzików, no to on jest cały czas. Nie ma tak, że co dwa tygodnie się pokazuje.