Mieszkańcy Nowy Pudłów, Pudłówek i Busina w gminie Poddębice (woj. łódzkie) w końcu maja br. dowiedzieli się, że PKP PLK grozi zamknięciem trzech przejazdów. Dla większości rolników przejazdy te stanowią jedyne dojazdy do pól. Dla niektórych są to również jedynie dojazdy z domostw do drogi publicznej. Alternatywna droga dojazdu, którą po kategorycznych protestach mieszkańców i samorządu zaproponowała kolej, istnieje tylko na kolejowych mapach. Rolnicy musieliby bowiem przejeżdżać na drugą stronę torowiska wiaduktem drogowym, na którym obowiązuje ograniczenie tonażu do 5 ton. Na dalszym odcinku droga jest gruntowa, ale przejazd maszynami rolniczymi uniemożliwiają słupy energetyczne lub grzęzawisko.

Mieszkańcy gminy Poddębice wciąż walczą o utrzymanie przejazdów. W podobnej sytuacji są dziś tysiące rolników w całej Polsce. PKP PLK nie zamierza odstąpić od zamierzeń, mimo sprzeciwów lokalnych samorządów, mimo protestów mieszkańców, mimo interpelacji poselskich i interwencji Krajowej Rady Izb Rolniczych. PKP PLK podkreślają, że wykonują jedynie wytyczne wspomnianego już rozporządzenia ministra infrastruktury z października 2015r. Zgodnie z nim likwidacji podlegają przejazdy, do których prowadzą drogi niepubliczne lub nie posiadające właściciela. Możliwości są wówczas trzy. Samorząd może nadać bezpańskiej drodze status publicznej i przejazd zostanie w kategorii D. Jeśli droga jest prywatna, a znajdzie się właściciel który podpisze umowę z PLK, przejazd dostanie kategorię F. Właściciel musi go jednak zamykać na kłódkę, bo ponosi odpowiedzialność za bezpieczeństwo. Jeśli nikt umowy z koleją nie zawrze - przejazd zniknie. Gmina może stać się również właścicielem przejazdu kategorii F, nie zmieniając statusu drogi. Wówczas sama określi warunki, na jakich mieszkańcy mogą z niego korzystać, ale spocznie na niej odpowiedzialność za bezpieczeństwo.

Jak brzemienne w skutkach może okazać się likwidacja przejazdu dla mieszkańców wsi pokazuje przykład Krzewia w gminie Krośniewice, w powiecie kutnowskim (woj. łódzkie). Przejazd stanowiący zarówno drogę dojazdową do pól, jak i najdogodniejszą drogę do miasta, usunięto tam przy okazji modernizacji trasy kolejowej. Betonowe płyty zdjęto z torowiska, a podjazdy z obu stron zastąpiono głębokim rowem. Dziś w tym miejscu giną ludzie, bo projektanci przebiegającej obok obwodnicy zapomnieli o przejściach dla pieszych i ścieżkach dla rowerzystów. Miejsce, gdzie niegdyś funkcjonował przejazd wciąż stanowi najszybszą trasę dotarcia do miasta. Rolnicy, którzy chcą dojechać do swoich gruntów muszą jednak nadrabiać po kilka kilometrów w każdą stronę. Gospodarze od kilkunastu lat bezskutecznie walczą o odtworzenie przejazdu. Zamiast zrozumienia i pomocy doczekali się ze strony PKP jedynie… regularnych patroli funkcjonariuszy Służby Ochrony Kolei, którzy urządzają zasadzki na przekraczających torowisko ludzi.
Więcej na ten temat w najbliższym wydaniu miesięcznika „Farmer”.

Podobał się artykuł? Podziel się!