Spór o system dopłat do kwalifikowanego materiału siewnego ma długą historię. Budżet państwa w ostatnich latach przeznaczał na ten cel po ok. 100 mln zł rocznie, ostatnio – 90 mln. Okazywało się to za małą kwotą, stawki dopłat obniżono w trakcie roku 2015 i potem przyjęto nowelizację przepisów sprowadzającą się do tego, że stawki ustalane są dopiero po ustalenia liczby ha obsianych kwalifikowanym materiałem. Dodatkowo do sądów trafiały sprawy o brak należnych opłat, a rolnicy pytali, dlaczego jakaś firma dysponuje ich danymi.

- Chcemy, aby dopłaty do materiału siewnego nie tylko trafiały w większej ilości, ale były lepiej wykorzystane – deklarował rok temu w Sejmie wiceminister Jacek Bogucki. - Chcielibyśmy, aby z tych środków korzystali rolnicy, a nie firmy, które produkują albo sprowadzają do Polski materiał siewny, bo często zdarza się tak, że jeśli pojawia się dopłata z budżetu, to cena automatycznie rośnie. Dotyczy to maszyn, dotyczy pewnie i w jakimś stopniu materiału siewnego. A więc chcemy wprowadzić taki mechanizm, który rzeczywiście pomógłby rolnikom, a nie firmom zajmującym się handlem; handlem nie zawsze polskim materiałem nasiennym.

Więcej: Będą zmiany w systemie dopłat do materiału siewnego?

Ostatecznie przygotowano projekt skromniejszy: „Nowelizacja ustawy o ochronie prawnej odmian roślin ma na celu zmianę rozwiązań w relacjach pomiędzy hodowcami lub organizacjami hodowców a rolnikami lub organizacjami rolników w zakresie wykorzystania do siewu we własnym gospodarstwie materiału ze zbioru odmian chronionych krajowym wyłącznym prawem hodowcy do odmiany (opłat od rozmnożeń własnych). Hodowca będzie miał również możliwość podjęcia decyzji o udostępnieniu wybranej przez siebie odmiany (lub odmian) chronionej bez pobierania opłat od rozmnożeń własnych w wyznaczonym przez siebie okresie, np. ze względów marketingowych” – podaje informacja sejmowa.

Więcej: Sejm znowelizował ustawę o ochronie prawnej odmian roślin