Konkurencyjność rolnictwa, w tym polskiego – także wobec bliskiej umowy CETA i możliwej TTIP – została oceniona w trakcie dzisiejszej wymiany zdań podczas obrad wspólnych Komisji do Spraw Unii Europejskiej i Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi.

Została oceniona – i trzeba podkreślić, że rozbieżnie.

Jerzy Plewa, dyrektor generalny ds. rolnictwa i rozwoju obszarów wiejskich w Komisji Europejskiej był zdania, że nie ma dyskryminacji rolnika polskiego. Unijne wsparcie na rolnictwo jest określone do 2020 r. Polska też ma zapewnione środki na dopłaty bezpośrednie. Polska zadecydowała również o przesunięciu części pieniędzy z PROW na dopłaty bezpośrednie. Jest także możliwość wsparcia konkurencyjności rolnictwa z PROW. Polska wykorzystuje te środki, chociaż jak na razie to wykorzystanie nie jest duże - stwierdził Plewa.

Wiceminister rolnictwa Ryszard Zarudzki podkreślał natomiast, że konkurencyjność polskich rolników jest trudną kwestią – w aktualnym PROW nie mamy nawet tyle pieniędzy, co w poprzednim okresie budżetowym. Zamiast 17,2 mld euro jest 13,5 mld euro. To są fakty - mówił. To jest zasadnicza różnica. - Robimy, co możemy – zapewniał wiceminister. Jak stwierdził, jest potrzeba przeformułowania PROW, aby poprawić konkurencyjność. Negocjacje budżetowe nie dały dość środków na PROW. - Szukamy dobrych rozwiązań - stwierdził. – Nie będzie konkurencyjne polskie rolnictwo, jeśli nie wyrównamy dopłat bezpośrednich do średniej unijnej – ocenił, dodając, że teraz polskie dopłaty bezpośrednie są niższe. – Prace nad tym naszym zobowiązaniem też trwają, mamy na to pomysł, są wstępne opracowania, w którym kierunku mamy iść – mówił wiceminister.

- Nie ma dyskryminacji rolników polskich w Unii Europejskiej – mówił z kolei Jerzy Plewa. – Mamy jednolity rynek, polskie towary mogą – i robią to z pozytywnym skutkiem – być sprzedawane na rynku unijnym. Jeśli chodzi o środki wsparcia – one są powszechnie znane, zarówno jeśli chodzi o wysokość dopłat, jak i wsparcia na rozwój obszarów wiejskich. Chcę tylko jedną rzecz skorygować  i chciałbym usłyszeć od ministra rolnictwa. To, że mamy znacznie mniej środków w II filarze, to jest również wynikiem tego, że Polska jako jedno z nielicznych państw Unii Europejskiej  zdecydowała o przesunięciu pieniędzy z II filara do I. Chciała zwiększyć dopłaty bezpośrednie. To była autonomiczna decyzja Polski. Do tej pory nie słyszałem, że Polska pragnie jakby teraz z I filara przerzucić do II. Wręcz przeciwnie. Słyszałem, że byłyby również wskazane może  jeszcze dalsze korekty możliwe w tym kierunku, na co Komisja się nie zgadza, ponieważ te sprawy są już zdecydowane.

Wiceminister Zarudzki ocenił, że przeniesienie części pieniędzy z II filara na dopłaty bezpośrednie było potrzebne. Nikt tego nie kwestionuje. Nawet po przywróceniu wyjściowego stanu – pieniędzy w PROW byłoby mniej. Pieniędzy jest mniej, bo tak wynegocjowano na obecną perspektywę budżetową – podkreślał wiceminister rolnictwa.