Rolnicy ubezpieczają się niechętnie – choć niechęć ta jednak z roku na rok maleje, nie bez kłopotów dla budżetu państwa. Jak się szacuje, obowiązkowe ubezpieczenie gruntów, do których wypłacane są dopłaty bezpośrednie, wykupowane jest zaledwie do około 20 proc. areału. 

Z obowiązującej ustawy z dnia 7 lipca 2005 r. o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt gospodarskich wynika natomiast obowiązek zawarcia umowy ubezpieczenia co najmniej 50 proc. powierzchni upraw rolnych. Ma to zrobić każdy rolnik, który uzyskał płatności bezpośrednie do gruntów rolnych, tj. upraw zbóż, kukurydzy, rzepaku, rzepiku, chmielu, tytoniu, warzyw gruntowych, drzew i krzewów owocowych, truskawek, ziemniaków, buraków cukrowych lub roślin strączkowych, od zasiewu lub wysadzenia do ich zbioru, od ryzyka wystąpienia szkód spowodowanych przez powódź, grad, suszę, ujemne skutki przezimowania oraz przymrozki wiosenne. Jak informuje MRiRW, rolnik, który nie spełni obowiązku zawarcia umowy ubezpieczenia obowiązkowego, tj. ubezpieczenia co najmniej 50 proc. powierzchni upraw, obowiązany jest do wniesienia opłaty za niespełnienie tego obowiązku. Wysokość opłaty obowiązującej w każdym roku kalendarzowym, stanowi równowartość w złotych 2 euro od 1 ha, ustaloną przy zastosowaniu kursu średniego ogłaszanego przez Narodowy Bank Polski według tabeli kursów nr 1 w roku kontroli.

Karanie nie jest jednak sposobem dobrym na przekonanie rolników do pożytków płynących z zawarcia umowy ubezpieczenia. Rolnicy od lat wskazują na potrzebę zmiany przepisów, tak aby zawierane umowy były dla nich korzystniejsze.

W tym kierunku – choć nie zapowiedziano jakichś zasadniczych zmian - zmierzały prace nad nowelizacją obowiązującej ustawy. Rząd przyjął ją we wrześniu 2014 roku – i słuch o niej zaginął. Zapytaliśmy w ministerstwie o los tej potrzebnej rolnikom nowelizacji. I – jak wyjaśnia Ministerstwo Rolnictwa – projekt nie trafił do kosza. Uzyskał notyfikację KE i ma się nim zająć Sejm.