Projekt przyjęto w sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi tylko z małymi zmianami, o charakterze jedynie redakcyjnym. 

Ale posłowie wskazywali, że potrzebnych zmian byłoby dużo: chociażby określenie, że dopłata do składek ubezpieczeniowych nie może być mniejsza niż 65 proc. (a nie tylko być tylko do tej granicy, jak przyjął rząd w projekcie) – albo chociaż dodanie dolnej granicy np. „nie mniej niż 45 proc.”, bo obecnie dowolność jest za duża, ubezpieczenia powinny być obowiązkowe (co obniży ich cenę), zawierane pakietowo, a nie tylko na najtańsze wersje (ledwie, aby spełnić obowiązek), co pozwoliłoby wpłynąć na ich powszechność. Budżet na dopłaty do składek ubezpieczeniowych płaconych przez rolników powinien wtedy jednak wynosić nie 200 mln zł jak obecnie, ale nawet 700 mln zł - przywidywali.

Wiceminister Kazimierz Plocke stwierdził, że minister finansów nie zgodził się na określenie w ustawie dolnej granicy dopłat i będzie ona określana w rozporządzeniach. Obecny zapis pozwala dojść do tej górnej granicy dopłat do składek – uznał.

- Nie musicie się ciągle rządowi podlizywać, po co? – zaapelował poseł Romuald Ajchler do obecnego na posiedzeniu Wiktora Szmulewicza, zachęcając go do większej aktywności w pracach nad projektem i deklaracji, o jakim zapisie dotyczącym wysokości dopłat do składek opowiada się KRIR.  

- Jestem też za tym, aby było 65 proc., a nawet więcej – odparł Szmulewicz. – Rola posłów jest o wiele większa, nie musicie walić pięścią w stół. Ja będę walił pięścią w stół, jak co roku w rozporządzeniu nie będzie 65 proc.

- To za późno – stwierdził Ajchler i domagał się pomocy dla posłów i ministerstwa rolnictwa ze strony organizacji rolniczych w zabieganiu o środki dla rolnictwa. – Ma pan moje pełne wsparcie – zadeklarował Szmulewicz.

- Odniosłem wrażenie, że poseł Ajchler wierzy w to, że organizacje bronią rolników – podsumował tę wymianę zdań przewodniczący Krzysztof Jurgiel, wywołując wesołość na sali.