Na razie na południu kraju każdy ratuje dobytek i co się tylko da. Nikt nie myśli o zaciąganiu kredytów. Na chłodne kalkulacje przyjdzie czas. Jednakże, ci którzy zdecydują się odtworzyć produkcję rolną przy pomocy kredytów klęskowych mogą z tym mieć spore kłopoty.

Okazuje się, że od stycznia bieżącego roku zmieniły się zasady ich przydziału.

Pomoc na rzecz strat spowodowanych niekorzystnymi zjawiskami klimatycznymi musi być zmniejszona o 50 proc., chyba że przyznaje się ją rolnikom, którzy dokonali ubezpieczenia pokrywającego co najmniej 50 proc. średniej rocznej produkcji lub dochodu związanego z produkcją i obejmującego zagrożenia związane z niekorzystnymi zjawiskami klimatycznymi statystycznie najczęściej występującymi w danym państwie członkowskim lub regionie.

Oznacza to, że brak Ubezpieczenia, uniemożliwi kredytować odtworzenie produkcji rolnej w całości po powodzi.

Zmiana będzie polegała na obniżeniu o połowę wysokości pomocy Agencji, tj. dopłat do oprocentowania kredytów „klęskowych”, w przypadku braku ubezpieczenia co najmniej 50 proc. powierzchni upraw rolnych, z wyłączeniem łąk i pastwisk, lub co najmniej 50 proc. liczby zwierząt gospodarskich w gospodarstwie rolnym lub dziale specjalnym produkcji rolnej od co najmniej jednego z ryzyk wymienionych powyżej.

W efekcie, jeżeli rolnik nie będzie posiadał stosownego ubezpieczenia, to oprocentowanie kredytu „klęskowego” zaciąganego w związku ze szkodami, które wystąpiły od dnia stycznia 2010 r., będzie dla niego wyższe.

Przykładowo, przy obecnie obowiązującej wysokości stóp procentowych, całkowite oprocentowanie kredytów „klęskowych” wynosi 5,625 proc. w skali roku, z czego:
1. w przypadku, gdy rolnik ubezpieczył co najmniej 50 proc. produkcji:
- Agencja zapłaci 3,625%,
- kredytobiorca zapłaci 2%,
2. w przypadku, gdy rolnik nie zawarł umów ubezpieczenia:
- Agencja zapłaci 1,8125% (½ x 3,625%),
- kredytobiorca zapłaci 3,8125%.

Źródło: farmer.pl