Rolnicy mogą korzystać z ubezpieczeń i transakcji terminowych. Prym w systemie ubezpieczeń wiedzie rządowa Agencja ds. Zarządzania Ryzykiem w Waszyngtonie. Podlega ona Ministerstwu Rolnictwa. Agencyjni specjaliści zatwierdzają jednolite warunki ubezpieczenia, sposób likwidacji szkód, rozdzielają środki finansowe i reasekurują system.

Są trzy programy obejmujące podstawową – masową produkcję. Pierwszy z nich to ubezpieczenie od pojedynczej katastrofy naturalnej, drugi - ubezpieczenie wieloryzykowe. Z kolei trzecim rodzajem jest ubezpieczenie od przychodów.

W najprostszym i najtańszym - ubezpieczeniu od katastrofy, rolnik otrzyma odszkodowanie z budżetu federalnego tylko w razie dużych strat. A duże straty to w tym przypadku plon mniejszy od 50 proc. zwykłego plonowania. Ustalenie tego wymaga od farmera prowadzenia własnej księgowości. Cos za coś – składka na ten rodzaj ubezpieczenia to tylko 100 USD rocznie, niezależnie od wielkości farmy.

Jeśli producent rolny podejmie decyzję o ubezpieczeniu wieloryzykowym wówczas dostanie odszkodowanie, gdy jego gospodarstwo nawiedzi huragan, gradobicie, susza, mróz, choroby roślin czy powódź. Państwo dotuje składki farmerów, koszty administracyjne firm ubezpieczeniowych oraz reasekurację portfela. Rolnicy ubezpieczają się zwykle od suszy, nadmiernej wilgotności, gradu, mrozu i przymrozków.

Można także ubezpieczyć przewidywane przychody. Poziom ochrony ustalany jest na poziomie 50-85 proc. przychodów. Te natomiast zatwierdzane są na podstawie lutowych notowań transakcji terminowych na listopad i grudzień na giełdzie towarowej w Chicago. Ponieważ ceny zmieniają się w czasie pozwala to ustalić średnia wieloletnią.

To, że amerykańskie rozwiązania są dobre potwierdzają imponujące liczby. W USA ubezpieczonych jest około 80 proc. upraw, a rząd federalny wydaje na subsydia do składek ok. 2,7 mld USD.

Opracowano na podstawie prezentacji  ”Amerykańskie doświadczenia w realizacji dotowanych produktów ubezpieczeniowych w agrobiznesie” Konrada Rojewskiego z PZU SA.

Podobał się artykuł? Podziel się!