W jakiej sytuacji jest polskie rolnictwo - każdy widzi. Balansowanie na granicy opłacalności, wiele gospodarstw powstrzymuje od ubezpieczenia. I nie pomaga pomoc państwa, nie mobilizują kary za nieubezpieczenie. Zewsząd słychać głosy o bezsensowności obowiązku ubezpieczenia - przynajmniej w takiej formie, w jakiej ono obecnie funkcjonuje.

Jak się okazuje i jak przyznają przedstawiciele firm ubezpieczeniowych m. in TUW Concordia, oferujących ubezpieczenia z dotacją państwa, nie ma sensu ubezpieczać terenów, na których na 100 proc. dojdzie do klęski. Jest to nieopłacalne dla każdej ze stron - ubezpieczyciel napewno będzie musiał wypłacić odszkodowanie, rolnik wniesie bardzo duże składki. Według nich ubezpieczenie ma sens jedynie wtedy, kiedy niewiadomo, co się wydarzy.

Dla poszkodowanego gospodarza sprawa tym bardziej nie wygląda różowo ze względu na wysokie progi określające poniesienie strat. Niedawno pisalśmy na ten temat w papierowym wydaniu Farmera - na przykład w przypadku suszy próg wynosi 25 procent w plonie głównym, a nieoficjalnie mówi się o podwyżeszeniu go do 30 proc. wzorem reszty krajów Unii Europejskiej. Przy okazji pojawiają się sugestie jakoby wysokie progi były korzystne dla towarzystw ubezpieczeniowych.

TUW Concordia, jako jedna trzech firm biorących "udział" w systemie obowiązkowych ubezpieczeń stanowczo zaprzecza, aczkolwiek przyznaje, że "nie jest nastawiona na straty".

Trudno zaprzeczyć, że system nie działa sprawnie. Minister Kazimierz Plocke przyznaje, że gospodarze nie są odosobnieni w swoim niezadowoleniu z jego funkcjonowania. 10 proc. ubezpieczonych rolników to zdecydowanie za mało. To, że opłaca się płacić kary niż spełniać wymogi w najbardziej wyrazisty sposób wytyka niedociągnięcia. Rolnicy sugerują, że składki przede wszystkim powinny być niższe. Także progi strat, od których wypłacane są odszkodowania mógłby być mniejszy.

Źródło: farmer.pl