W zeszłym roku zakłady ubezpieczeń sprzedały rolnikom 87,5 tysiąca polis z dopłatą państwa. Ubezpieczano głównie uprawy polowe. W zaledwie 220 przypadkach zwierzęta gospodarskie.

Jak na półtora miliona rolników otrzymujących dopłaty bezpośrednie to niewiele. W tym roku chętnych ma być więcej, bo w życie wchodzi obowiązek ubezpieczenia połowy upraw i zwierząt. Jest tylko jeden problem. Pieniądze. W tegorocznym budżecie na dopłaty do polis przewidziano zaledwie 150 milionów złotych.

Kazimierz Plocke, wiceminister rolnictwa: będę występował o  zwiększenie środków finansowych. Mamy deklaracje ministra finansów, że te środki z rezerwy budżetowej będą przekazane na ten cel.

Na razie minister rolnictwa szykuje nowelizację przepisów, która przekona zakłady ubezpieczeniowe do sprzedaży "polis suszowych". Firmy nie chciały tego robić twierdząc, że ryzyko jest zbyt duże, a dopłata państwa za mała. Zdaniem opozycji rząd specjalnie opóźnia prace.

Wojciech Mojzesowicz, poseł PiS: według mojej oceny sprawa jest odsuwana, dlatego, że na to potrzeba około pół miliarda złotych środków, które zabrano z ubezpieczeń.

Opozycja krytykuje też pomysł zwiększenie opłat za "polisy suszowe", mówiąc o uległości wobec firm ubezpieczeniowych. Ale zdaniem samorządu rolniczego, lepsze Polisy droższe niż ich brak.

Robert Jakubiec, KRIR: jeśli się chce ubezpieczać, to trzeba zapłacić wyższe składki. Tylko żeby były one dostępne dla rolników.

Rządowe dopłaty do rolniczych polis pokrywają połowę składki z tytułu ubezpieczenia jednego hektara ziemi o raz jednej sztuki zwierząt.

Źródło: Agrobiznes/Witold Katner

Podobał się artykuł? Podziel się!