Zdaniem dr Krzysztofa Łyskawy z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, liczby te świadczą o tym, że rolnicy przy dużym wsparciu finansowym państwa przekonali się do nabywania polis ochronnych. Już nie tylko duże czy średnie gospodarstwa, ale także te małe zabezpieczają się w ten sposób. Ale kluczową sprawą jest tutaj finansowe zaangażowanie państwa.

Nie wszystko jednak funkcjonuje tak, jakby tego wszyscy chcieli. Po pierwsze, na co bardzo narzekają, zwłaszcza rolnicy, nierozwiązana jest wciąż sprawa suszy. Ryzyka, które dotyczy dużego obszaru kraju. Stawki taryfowe dzisiaj oferowane przez firmy powodują, że nie można do takiej polisy otrzymać dopłaty. - Czyli trzeba zapacić pełna cenę, która często przekracza 10% wartości plonu - tłumaczy dr Łyskawa.

Prace nad zmianami w ustawie trwają w ministerstwie rolnictwa, ale kiedy się zakończą - tego nie wiadomo. I jest jeszcze oczywiście kwestia pieniędzy, które co roku uchwala budżet. Zdaniem szefa komisji rolnictwa Leszka Korzeniowskiego, w tym roku zakłady ubezpieczeniowe nie mają na co narzekać. W roku 2009 była zapisana kwota 150 milionów złotych. Na rok 2010 jest na to przeznaczone 300 milionów złotych, czyli jest to dużo więcej. I to jest kwota, która wystarczy. Oczywiście oczekiwania zakładów ubezpieczeniowych idą w taką stronę, żeby zebrać jak największą składkę.

Co na to towarzystwa? Konrad Rojewski z Polskiej Izby Ubezpieczeń uważa, że planowane na przyszły rok fundusze, w pełni wystarczą na dopłaty do rolniczych polis. Ale ta kwota z budżetu jest również przeznaczona na refundacje firmom ubezpieczeniowym części odszkodowań, które wypłacają rolnikom z tytułu suszy.-  A czy tych pieniędzy wystarczy to już zależy od pogody. Może wystarczyć, ale może też nie wystarczyć - podsumowuje Rojewski.

Szacuje się, że susza powoduje nawet 70% wszystkich szkód w rolnictwie.

Źródło: farmer.pl