Najpierws te plany ma zaakceptować kierownictwo resortu rolnictwa. A w przyszłym tygodniu minister Marek Sawicki (PSL) będzie rekomendował reformę rządowi.

Projekt przygotowany przez zespół ekspertów z resortu rolnictwa, Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Kasy Społecznego Ubezpieczenia Rolników nie oznacza rewolucji dla budżetu, choć z pewnością wywoła na wsi niepokój. Dla zdecydowanej większości rolników mało się zmieni, nadal będą niewiele płacili na swoje emerytury, a potem też niewielkie świadczenia otrzymywali. Być może też dlatego projekt nie przedstawia wyliczeń, czy na reformie budżet zyska, czy straci.

Co się zmieni? Po pierwsze, z rolniczego systemu emerytalno- rentowego będą mogły korzystać wyłącznie osoby, które faktycznie prowadzą działalność rolniczą, a nie są tylko właścicielami ziemi. Dlatego ma zostać utworzony Krajowy Rejestr Prowadzących Działalność Rolniczą (na wzór istniejącego rejestru dla osób prowadzących działalność gospodarczą).

Tylko osoby, które się w nim zarejestrują, będą miały prawo do korzystania z rolniczych emerytur. Teraz wystarczy mieć gospodarstwo i opłacać składki do KRUS, aby korzystać z systemu.

Po drugie, wysokość płaconych składek zostanie powiązana z dochodami, jakie rolnicy osiągają z gospodarstwa. Docelowo będą musieli prowadzić rachunkowość i płacić podatki dochodowe, które będą podstawą wyliczania wysokości składek. Na okres przejściowy (nie wiadomo, jak długi) autorzy projektu proponują metodę "szacowania dochodów".

Ma w tym pomóc wyliczony przez Instytut Ekonomiki Rolnictwa wskaźnik. Pokaże on rolnikowi, że jeśli ma 10 ha dobrej ziemi na Lubelszczyźnie i uprawia buraki, to jego dochody prawdopodobnie są znacznie większe niż sąsiada, który na lichych 10 ha ma tylko kartofle.

Rolnicy, korzystając z tego wskaźnika, sami musieliby szacunek swoich dochodów przedstawiać co roku w KRUS. Informowaliby też o rodzaju i rozmiarach swojej produkcji. Kasa zaś będzie co roku kontrolowała np. 2 proc. gospodarstw, czy informacje rolników pokrywają się z rzeczywistością.

Według wyliczeń autorów projektu aż 78 proc. polskich gospodarstw nadal będzie płaciło tę najniższą składkę, bo ich dochody nie przekroczą 60 proc. przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia w gospodarce (teraz to ok. 1800 zł).

Źródło: PAP