Niestety, rzeka unijnych dotacji wspomagających zakup maszyn chwilowo wyschła, a nawet gdy znów popłynie, nie będzie aż tak rwąca jak do tej pory. Dodatkowo dotacje znacząco wpłynęły na wzrost cen maszyn rolniczych, które niestety nie tanieją, mimo braku wsparcia do ich zakupu. Wielu rolników z różnych powodów nie będzie mogło skorzystać z nowego PROW albo skorzystać w niewystarczającym zakresie. Tak czy inaczej, coraz częściej trzeba się będzie zastanowić, za co kupić potrzebne, ale bardzo drogie maszyny. Oczywiście na początku warto sobie odpowiedzieć, czy na pewno dana maszyna jest nam potrzebna i czy jej zakup jest racjonalny. W polskich warunkach dość często mamy do czynienia z sytuacją, kiedy kupowane są bardzo drogie maszyny, rolnik się zadłuża, natomiast potencjał maszyny jest zupełnie niewykorzystany.

Po podliczeniu wszystkich kosztów eksploatacji często okazuje się, że znacznie taniej byłoby wynająć konkretną maszynę na kilkanaście godzin rocznie. To zazwyczaj problem wynikający z nieprawidłowego liczenia kosztów eksploatacji, w których przeważnie nie uwzględnia się utraty wartości, kosztów amortyzacji i serwisowania. Oczywiście problem jest szerszy. W Polsce nie funkcjonuje jeszcze tak dobry rynek usługodawców i często wtedy, gdy potrzeba, nie można szybko znaleźć kogoś, kto wykona usługę.

Jest to jednak temat na inną długą dyskusję, podobnie jak to, czy kupić nową czy używaną maszynę. Załóżmy jednak, że wiemy, że zakup nowych maszyn jest absolutną koniecznością warunkującą dalszy rozwój i poprawę rentowności gospodarstwa.

KREDYT, LEASING CZY FINANSOWANIE FABRYCZNE

Problem w tym, że kombajn lub ciągnik, który okazuje się niezbędny w gospodarstwie, kosztuje np. 480 tys. zł, a my mamy zaledwie 100 tys. zł lub chwilowo nie mamy żadnej gotówki na wkład własny. Na szczęście oferta sposobów finansowania jest na tyle różnorodna i elastyczna, że właściwie dla każdej sytuacji można znaleźć rozwiązanie. Trzeba jednak dokonywać bardzo świadomych wyborów i pamiętać, że nie nikt nie pożycza pieniędzy za darmo. W obrocie międzybankowym koszt pieniądza opiera się zazwyczaj na indeksie WIBOR 3M plus marża, jaką instytucja finansowa musi zapłacić.