Projekt współfinansowany ze środków Narodowego Banku Polskiego

Powszechna stała się opinia, że konieczność przeliczenia cen ze złotówek na euro musi skutkować podwyżkami związanymi z zaokrąglaniem cen w górę przez sprzedawców oraz usługodawców. Nie znajduje to jednak odzwierciedlenia w rzeczywistości krajów, które proces zmiany waluty mają już za sobą. W Grecji i Słowenii ceny konsumpcyjne ogółem spadły w pierwszym miesiącu po wprowadzeniu euro, a wzrost cen żywności wyniósł odpowiednio 0,9 i 1,5 proc. Podobnie było u naszego południowego sąsiada – Słowacji, która przyjęła europejską walutę 1 stycznia 2009 roku. Dane tamtejszego urzędu statystycznego pokazały, że ceny w styczniu, w porównaniu z grudniem 2008 roku, wzrosły o 0,7 proc. Najbardziej, bo o 1,8 proc. podrożały usługi w ochronie zdrowia. O 1,7 proc. wzrosły ceny wody, prądu i gazu, z kolei żywności i napojów bezalkoholowych - o 0,9 proc. Usługi w hotelach, restauracjach i kawiarniach zdrożały zaledwie o 0,6 proc.
- Podobnie było w Hiszpanii, gdzie występowało zaniepokojenie w związku z zaokrąglaniem cen w górę przy przeliczaniu z pesety hiszpańskiej na euro. Okazało się, że jest troszkę drożej niż przed zmianą waluty, ale nie nastąpiły dramatyczne ruchy cenowe – zaznacza profesor Alfred Janc z Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. - Przykłady Grecji czy Słowenii wskazują na niewielkie wzrosty cen dotyczące konkretnych segmentów, takich jak żywność, hotelarstwo i usługi restauracyjne, a nie całego rynku.

Ceny nie będą szaleć
Aby przekonać się, że 1,5 proc. wzrost cen jest de facto nieodczuwalny warto posłużyć się przykładem. Jeżeli w danym gospodarstwie domowym na jedzenie wydaje się miesięcznie 1000 zł, a ceny żywności po wejściu do strefy euro wzrosną o 1,5 proc. to taka rodzina zapłaci nie 1000 zł a 1015 zł, czyli zaledwie 15 zł miesięcznie więcej.

Warto podkreślić, że w celu ochrony nas, konsumentów, wszyscy sprzedawcy i usługodawcy będą mieli obowiązek podawania przez dłuższy czas cen zarówno w euro jak i w złotówkach. Pole do nadużyć będzie więc mocno zawężone. Jeżeli Polacy często podróżujący na Słowację mieli wrażenie, że w kraju naszego południowego sąsiada teraz podrożało, to wynikało to z innego powodu – po prostu znacząco osłabił się kurs złotego wobec euro. - To, że z kolei Słowacy teraz przechodzą przez naszą granicę, by skorzystać z nieco niższych cen artykułów spożywczych czy alkoholu jest zjawiskiem chwilowym. Za moment podniesienie akcyzy na alkohol czy papierosy w Polsce spowoduje, że będziemy cenowo na tym samym poziomie – wyjaśnia profesor Janc.