Rząd ma czas do lipca 2008 r., aby przekonać firmy ubezpieczeniowe, że polisy z państwową dopłatą są dla nich opłacalne. A to może być bardzo trudne.

Gmina Popielów na Opolszczyźnie. Co roku kilkuset rolników zwraca się do samorządu o umorzenie podatku rolnego. Powody zawsze te same: powódź, susz lub wymarznięcia. Większość rolników nie ubezpiecza swoich upraw i liczy na pomoc gminy. Tak jak teraz, gdy na blisko tysiącu hektarów stoi woda.
Od pierwszego lipca 2008 r. rolnicy będą musieli obowiązkowo ubezpieczyć połowę swoich upraw na wypadek klęsk żywiołowych. Do polis będzie dopłacać państwo. 60 proc. w przypadku ubezpieczenia roślin i połowę w przypadku zwierząt gospodarskich.
Problem w tym, że nie wiadomo, czy towarzystwa ubezpieczeniowe zechcą sprzedawać rolnikom polisy z państwową dotacja. Problemem jest klęska suszy. Firmy nie chcą jej ubezpieczać, gdyż twierdzą, że to dla nich zbyt duże ryzyko. W przypadku długotrwałego braku deszczu straty, a więc i odszkodowania mogą być tak duże, że doprowadzą do bankructwa ubezpieczycieli.
Konrad Rojewski – Polska Izba Ubezpieczeń: - Susza do tej pory była ryzykiem nieubezpieczalnym w Polsce i dlatego będzie potrzebna pomoc ze Skarbu Państwa, żęby to ryzyko zacząć akceptować.

Państwo takie wsparcie oferuje, ale - zdaniem firm - zbyt małe. Resort rolnictwa, uważa, że propozycja rządu powinna być bardziej atrakcyjna w porównaniu z obowiązującym systemem.
Jeżeli ubezpieczyciele i rząd nie dogadają się do połowy przyszłego roku, powstanie absurdalna sytuacja. Wykupienie polisy będzie obowiązkowe pod groźbą kary, ale nikt takiej polisy nie będzie sprzedawał.

Źródło: Agrobiznes

Podobał się artykuł? Podziel się!