Długa i surowa zima spowodowała wysokie straty w wielu plantacjach. Przykładowo, w gminie Sicienko zimy nie przetrwało nawet 70 proc. roślin. Dyrektor Biura Ubezpieczeń Rolnych „Concordia" szacuje, że w skali całego kraju nawet 100 - 150 tys. ha rzepaku zostało zaorane z powodu nieprzezimowania.

Niektórzy rolnicy nie widzieli takich zniszczeń od wielu lat, mimo to nie ryzykowali i corocznie ubezpieczali swoje uprawy. Rzeczoznawcy już pojawili się na polach i oceniają straty poniesione przez gospodarzy. Za te fragmenty pól, które zostały całkowicie zniszczone, rolnicy mogą otrzymać zwrot kosztów.

Niestety, w Polsce wciąż tylko niewielki procent rolników ubezpiecza swoje zasiewy. Głównym powodem wymienianym przez rolników jest oszczędność. Tymczasem przymrozki, susza bądź powódź corocznie niszczą uprawy. Od początku marca tylko do jednej z firm ubezpieczeniowych trafiło prawie 7 tys. zgłoszeń o szkodach. Unijne zasady o udzielaniu pomocy publicznej nakazują 50 proc. redukcję pomocy krajowej w przypadku, w którym gospodarz nie miał ubezpieczonych przynajmniej 50 proc. upraw. Z tego powodu, od 2010 r. nie wszyscy polscy rolnicy skorzystają z pomocy państwa w przypadku wystąpienia niekorzystnych zjawisk atmosferycznych.

Dyrektor „Concordii" informuje, że ponad 5,5 tys. zgłoszonych szkód już miało oględziny. Wypłaty odszkodowań realizowane są na bieżąco po otrzymaniu protokołów oględzin od rzeczoznawców.

W przypadku plantacji rzepaku, warunków do wypłaty odszkodowania nie spełniają uprawy, na których rośliny nie wzeszły w ogóle, lub jest ich za mało na jedn. powierzchni. Minimum stanowi 40 roślin na 1 m2, każda musi mieć 8 liści. W tym roku wymóg ten obniżono do 6 liści. Firma stosuje również zniżki dla dużych gospodarstw rolnych. Bernard Mycielski, rzeczoznawca szkód na polach przyznaje, że firma ubezpieczeniowa jest skłonna na ustępstwa wobec rolników nawet kosztem zwiększonej ilości wypłat odszkodowań.

Ministerstwo Rolnictwa planuje nowelizację ustawy o ubezpieczeniach rolnych, aby były one bardziej atrakcyjne zarówno dla rolników jak i firm ubezpieczeniowych. Gospodarz musiałby opłacać nie 50, a 35 proc. składki, natomiast pozostała część była by finansowana z budżetów krajowego i unijnego. Rolników niepokoją jednak zapisy dotyczące formy dopłat: agencja miałaby wypłacać pieniądze dopiero po przedstawieniu polisy. Istnieją obawy, że część rolników - zwłaszcza małych - nie będzie stać na wykupienie takiego ubezpieczenia.

Według Ryszarda Kierzeka, prezesa Kujawsko-Pomorskiej Izby Rolniczej, takie założenie jest błędne, ponieważ ogranicza możliwość a wręcz narzuca wielkość odszkodowań. Argumentuje, że w Unii za klęskę uznaje się 30 proc. straty, co u nas jest nie do przyjęcia.

Gospodarze narzekają także na nieścisłości w przepisach. Uważają, że kolejna nowelizacja ustawy o ubezpieczeniach upraw rolnych i zwierząt hodowlanych jest niezbędna.