Pewien gospodarz ze wsi Sułkowice Drugie w gminie Piątek pod Łęczycą zorientował się rankiem, że z obory skradziono mu krowę. Wartość zwierzęcia oszacował na 4 tys. zł. Policjanci, którzy przyjechali na wezwanie zauważyli ślady racic i butów złodzieja w rozmiękłym po deszczu gruncie. Ruszyli tym tropem, a o sytuacji poinformowali kolegów w komendzie. Niestety, trop się nagle urwał.

W tym samym jednak czasie inny policjant zatrzymał do kontroli drogowej busa, którym podróżowało trzech mężczyzn. Zauważył ich na stacji paliw w Piątku. Policjant wiedział o kradzieży krowy i choć w pojeździe jej nie było, zwrócił uwagę na to, że jeden z mężczyzn jest potwornie ubłocony. Dwóch pozostałych okazało się być pracownikami pobliskiej ubojni.

Złodziej szybko  stchórzył i przyznał się do kradzieży krowy. Okazało się, że ukrył zwierzę w zaroślach 7 km od obory, z której je wyprowadził. Chciał sprzedać krowę do ubojni, by za jednym zamachem pozbyć się koronnego dowodu kradzieży i zainkasować pieniądze za łup.

34-letni rabuś usłyszał już prokuratorskie zarzuty. Grozi mu do kara do 5 lat więzienia. Zmęczona nocnymi spacerami krowa wróciła do właściciela. Czy pozostali z mężczyzn mieli świadomość, że krowa która mieli kupić pochodzi z kradzieży – jeszcze nie ustalono.

Podobał się artykuł? Podziel się!