Analityk przypomina, że ceny żywności w latach 90. i na początku lat 2000. były dosyć niskie. W tamtym okresie za mało inwestowano w rolnictwo i produkcja rosła za wolno. W rezultacie w połowie lat 2000 nastąpił pierwszy kryzys - zapasy zbóż i oleistych w stosunku do konsumpcji były na bardzo niskim poziomie i nastąpił gwałtowny wzrost cen.

Po tym okresie wzrostu cen, zaczęły one spadać, co w latach 2008-09 dodatkowo pogłębił kryzys gospodarczy. Obecnie, od połowy ubiegłego roku ceny żywności ponownie rosną i są bardzo wysokie.

- Prawdopodobnie ceny niedługo trochę spadną, ale na trwałe będą wyższe niż w poprzednich dekadach. Niewykluczony jest nawet spory przejściowy spadek, ale nie do takich poziomów, jakie obserwowaliśmy w latach 90. czy 2000. - mówi  Michał Koleśnikow w rozmowie z serwisem portalspozywczy.pl.

I dodaje, że będzie to miało tragiczny wpływ na ubogie kraje, które importują dużo żywności.

- Jeden ze skutków takiego stanu rzeczy to fakt, że zwiększa się na świecie liczba ludzi głodujących. Ale nawet w bogatszych regionach świata możemy spodziewać się reakcji po stronie popytu. Może się zdarzyć, że na skutek wysokich cen niektórzy ludzie będą spożywać np. mniej mięsa. Prawdopodobnie konsumpcja mięsa na świecie nie będzie przyrastała tak szybko jak dotychczas - ocenia Michał Koleśnikow.

- Dla wielu krajów, dla których import żywności ma duże znaczenie, wzrost cen będzie oznaczać mniej środków na inne cele, a więc nastąpi relatywne zubożenie. W takich krajach może pojawić się szereg powiązanych problemów: problem ze zrównoważeniem bilansu handlowego, a czasem także budżetu - dodaje.

Wysokie ceny żywności będą natomiast korzystne dla krajów, które eksportują bardzo dużo żywności, takich jak Brazylia, Australia, Nowa Zelandia, Stany Zjednoczone, Kanada, czy Rosja i Ukraina w sektorze zbóż. - Te regiony mogą zyskać na wzroście cen żywności - ocenia analityk Banku