- Czy ktoś w Polsce lub Unii potrafi czytać lub uważnie słuchać? W Polsce nigdy nie było i nie ma ASF - mówi Mariusz Nackowski, pełnomocnik ds. zwalczania ASF na granicy wschodniej Stowarzyszenia Polskich Producentów Trzody Chlewnej „Forum TCh". Powołuje się przy tym na wypowiedź prof. Zygmunta Pejsaka, który stwierdził: „Jeszcze raz podkreślam, że w Polsce nie znaleźliśmy ani jednego chorego dzika, a jedynie dwa przypadki padłych zwierząt, które przeszły do nas z Białorusi. Nie mieliśmy i nie mamy także żadnego ogniska, przez które rozumiemy chore na ASF stado świń domowych, oraz tym bardziej epidemii".

Zdaniem Mariusza Nackowskiego, zagrożenie ASF jest nierealne i wszelkie wywołane nim obostrzenia tylko niepotrzebnie narażają na straty związane z badaniami weterynaryjnymi i trudnościami w handlu.

- Czas to oficjalnie na wszystkich forach ogłosić i skończyć z marnotrawieniem naszych i unijnych pieniędzy m.in na zbędne badania padliny 10 utopionych w rzece Obrze dzików - przekonuje Nackowski. - Kto ma ochotę je badać, to niech za to zapłaci ze swojej, a nie z naszej podatników kieszeni. Czas zamknąć strefę z ograniczeniami, a nie czekać jeszcze przynajmniej do lutego 2015 roku. Czas zlikwidować unijny poligon ASF PODLASIE. A kto chce ten unijny poligon utrzymywać, to niech płaci rolnikom za wszelkie wynikające z tego tytułu utrudnienia.

Jakie utrudnienia? A choćby takie:

- Pomimo, iż każda partia tucznika sprzedawanego ze strefy z ograniczeniami posiada ważne świadectwo wynikające z pobrania i zbadania krwi na ASF stwierdzające, że zwierzęta są zdrowe, to żaden zakład eksportowy tego najzdrowszego w Unii i jedynego zbadanego w tym zakresie tucznika nie chce. Dlaczego? Bo obowiązku zakupu nie ma, a ewentualny klient na mięso może sobie tucznika ze strefy nie życzyć. Dlatego czas już strefę zamknąć.

Jak dodaje Mariusz Nackowski, poza kontrolą pozostają na Podlasiu hodowcy mający 1-2 sztuki i nie zgłaszający tego faktu do ARiMR. Z kolei właściciele małych stad, którzy sprzedają pojedyncze sztuki co kilka dni, zmuszeni są badać każdą partię, co wywołuje zwiększenie kosztów. Wieprzowina z tego terenu jest towarem niechcianym, natomiast na miejscu nie ma rzeźni i nie chcą one skupować każdej ilości. Wszystko to utrudnia życie miejscowym producentom, co poruszono podczas niedawnego spotkania z Izbą Rolniczą.