Przed Świętami Wielkiejnocy minister rolnictwa Marek Sawicki wystosował list do senatora Jerzego Chróścikowskiego. „W  związku z tym, że zgłaszane przez Solidarność RI postulaty są zrealizowane, a kwestie dotyczące sprzedaży ziemi i sprzedaży bezpośredniej są przedmiotem prac polskiego parlamentu, zapraszam Pana Senatora, Przewodniczącego Solidarności RI na spotkanie i rozmowę. Uważam, że i czas, i okoliczności sprzyjają zakończeniu protestu” – napisał Marek Sawicki. „Dlatego też zwracam się do Pana z prośbą, aby umożliwić rolnikom, także tym pełniącym wciąż dyżury protestacyjne, godne świętowanie w gronie najbliższych.”

Odpowiedź senatora była zdecydowana i krótka: „Dziękuję za zaproszenie na spotkanie oraz rozmowy. Rolnicy z NSZZ RI „Solidarność” nie zgadzają się, że postulaty zostały zrealizowane. Dlatego trzeba podjąć dialog we wspólnie uzgodnionym terminie, by można było podpisać porozumienie potwierdzone przez Panią Premier”.

Zatem w zielonym miasteczku jest bez zmian.

Jak mówi Edward Kosmal, rolnicy noszą codziennie listy na drugą stronę ulicy, do kancelarii pani premier. Listy te są podpisywane przez protestujących w miasteczku rolników i odwiedzających ich mieszkańców stolicy. Niedawno wracający z koncertów aktor Jerzy Zelnik przekazał  od środowiska Polonii amerykańskiej w Bostonie listy z kilkuset podpisami poparcia dla protestu rolników i ich postulatów, w szczególności dotyczących obrony polskiej ziemi.

- Wczoraj delegację rolników w kancelarii pani premier przyjęła niespodziewanie dyrektor departamentu do spraw obywatelskich – opowiada Edward Kosmal, przewodniczący Komitetu Protestacyjnego Województwa Zachodniopomorskiego, od trzech lat protestującego w Szczecinie, a teraz pod KPRM. – Stwierdziła, że rząd przejmuje się sytuacją, ale nie zaproponowała spotkania.

- Długo rozmawialiśmy – potwierdza Zbigniew Obrocki, zastępca przewodniczącego NSZZ RI "Solidarność". – Niektórzy odebrali to jako przełom i zapowiedź rozmów. Na święta dużo rolników zapowiada swój przyjazd do zielonego miasteczka. Nie ma zniechęcenia, dużo nowych rolników przyjeżdża i chce dyżurować w miasteczku. Wielu rolników dopiero teraz zauważa pogorszenie sytuacji, widzą, że pieniądze są przekładane z kupki na kupkę, wszelkie działania sprowadzają się do gaszenia ognisk zapalnych, a nikt nie myśli o przygotowaniu kompletnego programu dla rolnictwa. Rolnicy widzą, że odkąd stoimy tu i kłujemy w oczy, to dopiero zaczyna się jakaś dyskusja i sprawy zaczynają się toczyć.