Profesor Rutkowski podkreślił, że powinniśmy dążyć do tego, aby z każdym rokiem ilość białka, produkowanego na paszę w naszym kraju, była większa, choć żadna z tych pasz w 100 proc. nie rekompensuje wartości pokarmowej poekstrakcyjnej śruty sojowej. Ta (…) ma najwięcej białka. Tylko łubin żółty jej dorównuje.

Dlatego prowadzenie badań nad możliwością zastąpienia soi rodzimymi roślinami wysokobiałkowymi jest cenne.

- Polska staje się nie tylko tygrysem Europy w produkcji drobiarskiej, o czym już nie chcę teraz mówić, ale staje się również tygrysem Europy właśnie w tym kierunku paszowym – podkreślił profesor. -  Dzięki temu programowi wieloletniemu wyprzedziliśmy, jak się teraz okazuje, prawie całą Unię. Bo w tej chwili dopiero się budzą. I na temat tych programów – do tego docieramy, bo musimy monitorować literaturę – teraz kraje unijne mówią „my też musimy o tym samym myśleć”. A my już jesteśmy o dość duży krok do przodu.

Prof. Rutkowski stwierdził, że źródłem białka są nie tylko rośliny strączkowe.

- Mówimy o krajowych czy rodzimych źródłach białka roślinnego. Tutaj wchodzą w rachubę również produkty rzepakowe, czyli śruty poekstrakcyjne i makuchy. Tu w grę wchodzą wywary – kukurydziany i żytni. Czasami one są nawet z amerykańskiego nazywane DDGS-ami – nie zawsze słusznie. To są główne, potencjalne źródła białka. My się także nimi zajmujemy, bo uważamy, że kompozycja, łączenie kilku pasz wysokobiałkowych powoduje kompensacyjne uzupełnianie się niezbędnych składników pokarmowych – przede wszystkim aminokwasów egzogennych. I to jest też nasza rola, żeby tego nie robić wprost, tylko żeby wykorzystać wiedzę, wykonywać analizy chemiczne, żeby umieć łączyć te krajowe źródła tak, aby efekt, dostrzegany na zwierzętach, był największy. A w konsekwencji żebyśmy dostarczyli konsumentom jak najwięcej dobrej żywności.