„Logo ma umożliwić identyfikację dobrej jakości żywności pochodzącej z gospodarstw rodzinnych w czasach, gdy dochody rolników pozostają pod dużym znakiem zapytania, a sprzedaż żywności jest coraz bardziej zmonopolizowana przez duże sieci supermarketów, które faworyzuje rząd” – twierdzą protestujący w wydanym komunikacie i dodają: „Rząd RP otwarcie wspiera międzynarodowe korporacje zamiast swoich własnych rolników”. Uzasadnienie? Jest takie: „W 2014 roku wpływy z podatku rolnego w skali kraju wyniosły ponad 1,6 mld zł, kilkakrotnie więcej niż wpływy z tytułu podatku dochodowego od wielkich sieci handlowych. W tym samym czasie, kilka największych zagranicznych sieci handlowych, których łączne przychody w naszym kraju w 2011 r. wyniosły około 50 miliardów złotych (według niektórych szacunków obecnie sięgają już 80 mld zł) rocznie, płaci podatek dochodowy od osób prawnych (CIT) tylko w wysokości kilkuset milionów rocznie...”

Logo ma pomóc rolnikom i konsumentom w prowadzeniu sprzedaży bezpośredniej. Rolnicy będą mieć gwarancję, że otrzymają sprawiedliwą zapłatę za wysokiej jakości żywność, jaką wytwarzają w swoich gospodarstwach, ponieważ wyeliminuje to pośredników. Z kolei konsumenci, mając świadomość, skąd pochodzi żywność, którą kupują, będą mogli podejmować świadome decyzje odnośnie zakupu.

- Wprowadzone do obiegu logo „Bezpośrednio od polskich rolników” jest kolejną inicjatywą mającą zwrócić uwagę na jawną niesprawiedliwość obecnych przepisów odnośnie nielegalnej żywności - przepisów, które Sejm i Senat ostatnio zmienił, ale na gorsze... - mówi Jadwiga Łopata, rolniczka, aktywistka, laureatka ekologicznego Nobla.

Na gorsze, bo znowelizowana ustawa o zmianie ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych oraz ustawy o swobodzie działalności gospodarczej, która miała ułatwić rolnikom sprzedaż produktów przetworzonych w gospodarstwie, nie spełnia nadziei. Protestujący tak ją oceniają: „Rolnik będzie mógł sprzedawać swoje produkty tylko we własnym gospodarstwie lub na targowiskach (Uwaga! Nie zadaszonych!). Nie będzie mógł sprzedać swoich przetworzonych produktów do stołówek, restauracji, szkół, do lokalnego sklepiku, ani nawet na targowiskach usytuowanych w budynkach lub w ich częściach! Nie ma też kwoty wolnej od podatku, jak obiecywano. A rolnik realizujący sprzedaż bezpośrednią zobowiązany będzie do prowadzenia księgi wykazującej przychody. Od tych przychodów będzie obowiązywał podatek ryczałtowy w wysokości 2 proc. do kwoty UWAGA! 150 tys. euro, czyli 600 tys. zł rocznie (!)... komu mają służyć tak wysoka kwota?... bo małym rolnikom nie. Ponadto dalej BRAK jest odrębnych przepisów sanitarno-higienicznych uzależnionych od skali produkcji (JAK MA TO MIEJSCE WE WSZYSTKICH INNYCH KRAJACH UNII), na które czekają rolnicy, aby za sprzedaż swoich produktów - np. serów, soków, powideł - nie byli ścigani przez sanepid i nie musieli płacić kar.”