PARTNERZY PORTALU
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl
  • partner portalu farmer.pl

Klub SLD o rolnictwie

Klub SLD o rolnictwie

Prowadzenie medialnej wojny z rolnikami, spekulacyjne działania ANR, nadmierny import wieprzowiny i brak dobrego zarządzania polskim rolnictwem zarzucają rządowi posłowie SLD. Deklarują też sprzeciw wobec funduszu stabilizacyjnego, jeśli nie złożą się na niego przedsiębiorcy, którzy kupują od rolników. Minister rolnictwa rozważa rekompensaty za zakupione kwoty mleczne – informuje poseł Cezary Olejniczak.



Dwóch posłów SLD zabrało głos w ramach wystąpienia klubowego we wczorajszej debacie nad informacją rządu o sytuacji w rolnictwie.

Rozpoczynając swoje wystąpienie poseł Romuald Ajchler stwierdził, że na możliwość wypowiedzenia się na temat rolnictwa czekał od października 2014r.: - Pięć miesięcy trzeba było czekać na to, żeby Wysoka Izba, pan marszałek, koalicja rządząca PSL-u i Platformy Obywatelskiej zgodzili się na debatę na sali plenarnej na temat rolnictwa, sytuacji ekonomicznej polskiej wsi i tego, co na polskiej wsi w ostatnim czasie, a szczególnie od stycznia 2014 r., się dzieje.

Poseł podkreślił, że lepiej mówić o rolnictwie w Sejmie niż na manifestacji czy blokadzie rolniczej. - A dlaczego blokują, panie ministrze? Pan sam jest temu winien, pan sam dosypywał węgla do pieca. Dlaczego? Otóż zaczęło się to od Wielkopolski. Prosili pana rolnicy, ponad 600 rolników, żeby pan raczył przyjechać do Środy Wielkopolskiej, bo chcieli z panem porozmawiać na temat tej sytuacji i tego, co się dzieje w rolnictwie. Chcieli z panem porozmawiać, pan nie przyjechał. Druga sytuacja, prosi pana sejmowa komisja rolnictwa, aby z wielkopolskimi rolnikami, a także z rolnikami z innych części Polski porozmawiać. Co pan robi? Pan nie przyjeżdża. Dopiero wielka awantura, przerwanie do siedemnastej debaty spowodowało, że zdecydował się pan przyjechać i porozmawiać o rolnictwie, o tym, co jest pana obowiązkiem na co dzień. Chętnie pan chodzi do różnych mediów i rozmawia na tematy polityczne, wolałbym, żeby pan zajmował się rozwiązywaniem problemów polskiej wsi.

Poseł powiedział, że był zwolennikiem przesunięcia debaty o dezyderacie przygotowanym przez PiS na posiedzenie po debacie nad informacją rządu.

- Dezyderat brzmi tak, że chodzi o sprawę podjęcia przez Radę Ministrów działań mających na celu doprowadzenie do opłacalności produkcji rolnej w Polsce, w tym na rynku mleka, wieprzowiny, owoców, tytoniu. Dlaczego nie mamy o tym rozmawiać, panie ministrze? Dlaczego nie mamy rozmawiać o tym na posiedzeniach sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi i w Wysokiej Izbie? Te gremia od tego są. Przecież lepiej jest rozmawiać tutaj, na posiedzeniach komisji niż z rolnikami na ulicy, bo tam do porozumień dochodzi rzadko. To wszystko i tak kończy się przy stole, skróćmy więc tę drogę i mówmy o rzeczach, jak one się mają.

Poseł postawił wniosek o odrzucenie informacji rządu.

- Dlaczego? Otóż przeczytam tylko kilka informacji, jakie uzyskałem. Minister nie realizuje nic. Prowadzi medialną wojnę z rolnikami. Namawia rolników do wypełniania wniosków w związku z PROW, kiedy nie ma nawet rozporządzeń, jeśli chodzi o poszczególne agencje, nawet jeszcze ciepłe ustawy nie wyszły od pana prezydenta, spod jego ręki. Zmienia się co chwilę wytyczne. To dotyczy także kwestii związanych z zazielenieniem.

Romuald Ajchler skrytykował ANR i uznał, że przyczynia się ona do spekulacyjnych cen ziemi:

- Jeśli chodzi o obrót ziemią, a z racji tego, że nie mam dużo czasu, powiem krótko, to należy koniecznie – to jest żądanie rolników i mają rację – dopuścić rolników do kontrwyceny w stosunku do oceny Agencji Nieruchomości Rolnych, tak żeby uwzględniono ich stronę. Dlaczego agencja nie udostępnia dokumentów, które świadczą o tym, ile rolnik ma płacić za 1 ha? Dlaczego nie dopuszcza się również kontrwyceny opracowanej przez biegłych? Otóż dlatego, że do spekulacyjnych cen ziemi przyczynia się właśnie ta instytucja. Ona sprawia, że są takie ceny.

Podobnie dzieje się z ustalaniem czynszu dzierżawnego.

- Jeżeli się żąda, żeby cena wyjściowa związana z dzierżawą wynosiła 11 q, to gdzie jest opłacalność produkcji? No kto to widział? Ja pamiętam dziesięcinę z lekcji historii, ale 11 q z 1 ha nawet przy 5 t zbioru? To jest nieprawdopodobne i nie do wytrzymania. Wyceny nazywa się wycenami korupcyjnymi, bo organizuje się przetargi… Nie będę jednak już o tym mówił, bo szkoda mi czasu – stwierdził poseł.

Następnie poseł odniósł się do kwestii opłacalności produkcji wieprzowiny.

- Mamy 9 mln świń. Ile kupujemy, ile importujemy? Prawie 5 mln sztuk trzody chlewnej wpływa na polski rynek. Jesteśmy największym importerem wieprzowiny, a byliśmy eksporterem. Co prawda eksportujemy, ale in minus. Produkujemy 1600 tys. t. Nie mówię tu już o tych drobiazgach, bo produkujemy w Polsce chyba 370 tys. wołowiny. Czy nie warto o to zadbać? Pan minister mówi, w związku z wieprzowiną, o kalkulacjach cen. Przecież rolnicy zaczęli protestować pod koniec roku 2014. Zaczęło się od owoców miękkich. Ale oni nie zaczęli protestować, bo najpierw były rozmowy. Najpierw prosili pana, mówili: włączcie się w to. I co się stało? Nic się nie stało. Dopiero bierność resortu spowodowała, że rolnicy wyszli na ulice i coś ugrali. Ugrali, bo dostali jakieś pieniądze. Nie wiem jakie, te środki, które otrzymali, na pewno rolników nie satysfakcjonują.

Ajchler zauważył, że protesty coś dały - bo znalazły się środki na zakup i przechowywanie mięsa wieprzowego w Europie. - Gdyby nie wystąpienie pana ministra, ale przede wszystkim obecność rolników na drogach i hałas wokół tej sprawy, nie byłoby pieniędzy. Są pieniądze? Są. Tylko w jakim stanie jest produkcja trzody chlewnej? Trzeba zobaczyć. Jeśli tyle importujemy, a stany mamy wielkie, to u nas nie ma górki ani nadwyżki produkcji. U nas jest jeden problem: problem dobrego zarządzania polskim rolnictwem i kwestia realizacji tego, o czym mówi pan minister: szukania rynków zbytu, jeśli potrzeba. Jeżeli ograniczy się import tych 5 mln sztuk do Polski, to my sobie świetnie poradzimy z zagospodarowaniem naszej wieprzowiny.

Omawiając sprawę mleka poseł nie zgodził się z podejściem rządu do spraw związanych z płaceniem kar mlecznych. - Jeżeli na dzień dobry występuje się o umorzenie kar, przepraszam, o rozłożenie kar na raty, to jednocześnie przyznaje się do tego, że trzeba te kary zapłacić. Kary powinno się zapłacić odpowiednio do stopnia, w jakim rynek europejski został zdestabilizowany przez polskich rolników, ale ten rynek w zakresie mleka nie został zdestabilizowany.

Zabierając głos poseł Cezary Olejniczak stwierdził:

- Państwo zrobiliście skok naprzód. Pani premier Kopacz w swoim exposé o rolnictwie wspomniała jednym zdaniem, mianowicie że wprowadzi fundusz stabilizacyjny dochodów. I co? Mamy marzec, a funduszu nie ma. Pan minister sprytnie wrzucił, że to Sejm teraz decyduje, że funduszu nie ma. Ale to miał być projekt rządowy. Po exposé pani premier zrozumiałem, że pojawi się gotowy projekt, wszyscy go podpiszemy i przegłosujemy. Otóż nie. Fundusz stabilizacyjny dochodów, o którym państwo wspominaliście, nie jest lekiem na całe zło, bo po raz kolejny mają się zrzucić na niego rolnicy. Rolnicy zrzucają się już na fundusze promocji. Prawda? Pan minister powiedział, że to jest 240 mln zł, w sumie z pieniędzmi unijnymi to 0,5 mld. Dobrze, że są te fundusze, w komisji rolnictwa dyskutowaliśmy o tym, jak są zarządzane. Ale na fundusz stabilizacyjny dochodów, na który składają się tylko rolnicy, zgody w tym Sejmie nie ma. Podczas pierwszego czytania powiedzieliśmy, że jeśli się tych przepisów nie poprawi tak, żeby przedsiębiorcy, którzy kupują od rolników, również się na to zrzucali, to nie ma sensu.

Poseł zauważył też, że nie skorzystano z możliwości zbudowania zarządzania ryzykiem. - Nie ma żadnej rachunkowości, więc nie może być funduszu zarządzania ryzykiem – mówił. - Kilkakrotnie rozmawialiśmy z panem ministrem, jak również z pana poprzednikiem panem Kalembą na posiedzeniach komisji rolnictwa o tym, żeby wspólnie stworzyć taki fundusz z pieniędzy unijnych i wciągnąć, wprowadzić ubezpieczycieli. Wtedy nie byłoby zmiany Prawa łowieckiego, tej jałmużny za dziki, o której państwo mówicie. Wiemy, jakie straty powodują dziki, ale pan minister sam tego nie rozwiąże, to musi zrobić premier rządu. Minister środowiska tak naprawdę od lat blokuje odstrzał dzików, koła łowieckie nie są w stanie sprostać temu, co się dzieje, i ta populacja tak się rozmnożyła. A rozmnożyła się, bo rolnicy produkują kukurydzę na kiszonkę i na ziarno, i sami wiemy, jak to jest, są dobre warunki do żerowania. I pan tego problemu sam nie rozwiąże, musi pan mieć wsparcie w pani premier i zrozumienie u ministra środowiska. Pan dobrze o tym wie. Apeluję do całej koalicji rządzącej, do Platformy Obywatelskiej, żebyście się naprawdę zajęli tym problemem. Bo sam wasz młodszy czy mniejszy, tak to można powiedzieć, koalicjant, czyli Polskie Stronnictwo Ludowe, tego problemu nie rozwiąże.

Omawiając sprawę mleka i kwotowania jego produkcji Olejniczak powiedział: - Wiemy co najmniej od dwóch lat, że to będzie ostatni rok kwotowy. Rolnicy rozwinęli swoją produkcję. Jak pan minister sam powiedział w swoim wystąpieniu, 70% dynamiki sprzedaży produktów mlecznych to była sprzedaż do Federacji Rosyjskiej, 40% w ostatnich miesiącach przed wprowadzeniem przez Rosję embarga na produkcję sadowniczą. To jest fakt. Z miesiąca na miesiąc nie da się zastąpić rosyjskiego rynku. Pan też powiedział, że czynił pan starania przez te lata, z małą przerwą na pana ministra Kalembę, żeby pozyskać nowe rynki zbytu. Część tego udało się zrobić, ale rynku rosyjskiego – taka jest prawda – nie da się zastąpić w ciągu kilku miesięcy. Cena mleka spadła i nadal spada na Podlasiu, w województwach łódzkim, mazowieckim, kujawsko-pomorskim, wielkopolskim. Wymieniłem tylko województwa, które produkują najwięcej mleka. W województwie lubelskim również, Krasnystaw i Chełm. (…) To są pewne zaniechania, panie ministrze. Cieszę się, że powiedział pan na ostatnim posiedzeniu komisji, o godz. 17, że rozważa pan rekompensaty za zakupione kwoty mleczne. To jest postulat branży mleczarskiej podnoszony od miesięcy. Pan to zauważył po protestach, które miały miejsce. Dobrze, że pan w ostatnim czasie zauważył pewne kwestie.

Podsumowując wystąpienie, poseł wezwał:

- Co do naszego rolnictwa, ono jest zróżnicowane. Wieś nie jest ani czerwona, ani czarna, ani zielona, ani niebieska. Wieś jest wspólna. I róbmy wszystko w tej Izbie, w polskim Sejmie, żeby tak podzielić środki z PROW-u, by trafiły do polskich rolników, a nie na kolejne dożynki organizowane przez wójtów Polskiego Stronnictwa Ludowego czy starostów. Te pieniądze mają trafić do polskich rolników. Zgadzam się, że musimy dążyć do tego, żeby gospodarstwa rodzinne, które w Polsce przeważają, trwały i się rozwijały.

Podobał się artykuł? Podziel się!
×

WSZYSTKIE KOMENTARZE (1)

  • jan 2015-03-06 09:01:17
    czas PSLu już się wypełnił ,dożynki kosztowały polskich rolników miliony złotych ,z czego ma rząd dawać na pomoc rolnikom skoro pieniądze idą na reklamę i promocję PSLu
ZOBACZ WSZYSTKIE KOMENTARZE

PISZESZ DO NAS Z ADRESU IP: 54.80.68.137
Dodając komentarz, oświadczasz, że akceptujesz regulamin serwisu

Zgłoś swoje propozycje zmian!


Dziękujemy za współpracę!