Poseł przekonywał, że produkcja polskiego białka jest niezbędna i możliwa. Niezbędna, bo chroni przed uzależnieniem w zakresie dostaw i cen, a także spekulacją.

- Już nie chcę tutaj wszczynać dyskusji, czy ta soja jest modyfikowana, czy nie – to na tym etapie dyskusji nie ma szczególnego znaczenia – mówił Ardanowski. - Ale uzależnienie produkcji mięsa, drobiu i jaj wyłącznie od tego komponentu białkowego, jakim jest soja importowana z innych kontynentów, jest nielogiczne. Jednocześnie powoduje ogromne perturbacje na rynku w przypadku klęsk żywiołowych na terenie głównych obszarów uprawy soi. Taką sytuację mieliśmy kilka lat temu w Argentynie, gdy rząd argentyński z dnia na dzień podniósł cła wywozowe o kilkanaście procent, ponieważ były nieurodzaje. Prawdopodobnie taką, czy bardzo zbliżoną sytuację, będziemy mieli w zakresie produkcji soi w Stanach Zjednoczonych w tym roku ze względu na ogromną suszę, jaka wystąpiła na ponad połowie terenów Stanów Zjednoczonych, również na głównych obszarach uprawy soi.

Według posła, narażamy się też na spekulacje giełdowe:

- Jednocześnie jeżeli uzależniamy świat od jednego źródła białka – stosunkowo łatwo przechowywanego, będącego przedmiotem obrotu giełdowego – w sposób naturalny wystawiamy się również na manipulacje giełdowe, które obserwowaliśmy wielokrotnie. I będziemy zapewne z nimi mieli do czynienia wielokrotnie. To wszystko doprowadziło do tego, że w Polsce cena soi wzrosła rok do roku; ceny soi w porcie, loco port – z ok. 900 zł do 2200-2300 zł. Czyli jest to wzrost niesamowity, który rzutuje bardzo mocno na koszty produkcji wieprzowiny i drobiu w Polsce.

Zdaniem Ardanowskiego stworzenie paszy bez soi jest w Polsce możliwe.

- I są wyniki badań naukowych, pozwalających jednoznacznie doprowadzić do bardzo wysokiej strawności, bardzo wysokiej zawartości składników odżywczych – łącznie z aminokwasami egzogennymi – w oparciu o pasze produkowane wyłącznie z komponentów krajowych. I warto to robić. Więc trzeba również rozmawiać z przemysłem paszowym.

Za wielką szansę uznał Ardanowski zapowiadane uwzględnianie roślin motylkowych jako obszarów zazielenionych według nowej WPR.

- Mamy wszelkie dane ku temu, by przekonywać Komisję Europejską, ponieważ to są rośliny niewymagające nawożenia azotowego. Rośliny poprawiające strukturę gleby, zwiększające żyzność, zwiększające zasobność w substancję organiczną, poprawiającą stanowisko dla roślin następczych. Wszystkie elementy możemy tu udowodnić. Więc jeżeli by się udało – i nie przesądzając, czy to będzie tego zazielenienia 7 proc. czy 3,5 proc. – jeżeli by się udało uznać, że rośliny motylkowate spełniają kryterium zazielenienia, to myślę, że mielibyśmy skokowy rozwój tych roślin.

Wiceminister rolnictwa Tadeusz Nalewajk przyznał, że uznanie obszarów upraw motylkowych jako strefy zazielenienia byłoby korzystne: nie tylko zapewnia białko i płodozmian, ale oznacza zmniejszenie produkcji nawozów azotowych.

 

Podobał się artykuł? Podziel się!