Nawet najniższe od wielu lat pogłowie świń na obecne potrzeby przemysłu jest wystarczające. Dlatego też i hodowcy próżno wypatrywali w grudniu podwyżek. Bo te nawet jeśli gdzieś były, to symboliczne 10 – 20 groszy za kilogram.

Duże firmy w oficjalnych cennikach zmian w ogóle nie wprowadziły, a wyższe stawki można było negocjować indywidualnie. Styczeń część ubojni przywitała korektą cen. W tej sytuacji rozgoryczenie hodowców nie dziwi. Dla nich nawet stabilne cenniki to realna strata, bo koszty produkcji idą w górę. Najwyższe klasy S i E w klasyfikacji poubojowej najczęściej kosztują od 4 złotych 80 groszy za kilogram do 5 złotych 10 groszy. Do tego w zależności od sytemu premiowego zakładu dochodzą czasami premie za lojalność, terminowość czy wielkość dostaw. Ale maksymalnie jest to około 30 groszy.

Pośrednicy płacą za świnie około 3 złotych 50 groszy za kilogram. Dobrej jakości i odstawione bezpośrednio do zakładu kosztują nawet 4. Rolnicy zapowiadają, że dalej do produkcji nie będą dokładać i z produkcji świń rezygnują. Popyt na prosięta jest niewielki, a ceny niskie. Parę najczęściej można kupić od 100 do 200 złotych. Ale są też oferty po 90, jak i po 300 złotych za parę.

O ile ceny skupu trzody w ciągu roku spadły niemal o 1/10 – dane GUS, o tyle samo wzrosły ceny skupu bydła. Popyt na wołowinę jest duży, bo Unia Europejska cierpi na deficyt tego mięsa. A naszą wołowinę kupują też inni, np. kraje muzułmańskie. Byki w wadze żywej kosztują od 4,90 do 5,60 zł/kg w zależności od rasy. Byki mięsne są poszukiwane. Cenniki zakładów mówią swoje, ale ceny płacone to jednak co innego. Waga żywa przekracza nawet 6 zł. Poubojowa sięga nawet 10 zł.