- Niby wszystko się unormowało, jest możliwość sprzedaży tuczników – ale problem w tym, że nikt nie chce ich kupić – mówi  Mariusz Józef Nackowski, członek Stowarzyszenia Polskich Producentów Trzody Chlewnej ''Forum TCH" i pełnomocnik stowarzyszenia do walki ze skutkami ASF na granicy wschodniej. - Powodem są obostrzenia nakładane na zakłady przetwórcze. Mieszkam w Narwi, w rejonie buforowym. Mam od kilku zakładów oświadczenia, że nie przyjmą ode mnie trzody i na życzenie dostarczą to na piśmie. Nie chcą brać tuczników, bo zabraniają im tego przepisy, których wymogów nie są w stanie spełnić: mięso, aby wyjechać poza granice strefy, musi być w przyszłości ugotowane do 80 st. C. A przecież to bardzo ogranicza jego użycie, w zasadzie najlepiej, aby było przeznaczone na konserwy. Konserwy natomiast są tanie, mięso takie trzeba więc sprzedać taniej – a kto dopłaci do wywołanych tym strat? Poza tym nasze mięso zanieczyszcza mięso pozostałe – co zwiększa straty zakładu.

To właśnie powoduje, że choć formalnie można skupować mięso, to praktycznie  jego sprzedaż jest niewykonalna. Jak dodaje Nackowski, wymogom z tego tytułu mógłby sprostać np. jeden specjalnie wytypowany zakład.

- Rezultat? Ani ja, ani moi sąsiedzi nie możemy sprzedać tuczników – twierdzi Nackowski. - Sąsiad ma w tej chwili 300 sztuk po 160 kg, nikt tego już nie kupi. A ludzie myślą, że jest fajnie, ruszył skup. To dajcie mi jeden zakład, który to kupi. Można natomiast – z pewnymi utrudnieniami – sprzedawać warchlaki na zewnątrz strefy buforowej po zrobieniu kwarantanny w miejscu przeznaczenia. Tuczników natomiast w tym systemie nikt nie zechce przetrzymywać.

Rolnicy są zdesperowani. Zapowiadają zorganizowanie protestu.

Podobał się artykuł? Podziel się!