Wojciech Mojzesowicz, były minister rolnictwa, dziś szef grupy producenckiej hodującej trzodę, nie jest w pełni zadowolony z rozwoju sytuacji, mającej normalizować rynek trzody.

Jak mówi, potrzeba dużo więcej działań, niż zamiana na ministerialnym stanowisku.

- Stanisław Kalemba przejechał się na tym, co robił cały czas: opowiadał wiele sensownych rzeczy, ale ich nie wprowadzał w życie. Przyszedł moment, kiedy powiedziano: sprawdzam - ocenia Mojzesowicz.- Na dzisiaj nie ma jednak sygnałów zasadniczej zmiany sytuacji. Rozpoczął się skup, który może pomóc rozwiązać problem w strefie buforowej. Ale problem w skali kraju pozostaje. Z Austrii do Rosji przejechały przez granicę tuczniki, zostały przepuszczone. Na krzywdzie ludzkiej ludzie robią majątek, to jest podłe.

Zdaniem Wojciecha Mojzesowicza, ministerstwo rolnictwa powinno zdobyć się na bardziej zasadnicze zmiany. 

- Nasza propozycja jest taka, aby o 2 proc. obniżyć oprocentowanie kredytów i prolongować ich spłatę - mówi. - Chcemy, aby w PROW był program adresowany do grup producenckich, pozwalający na budowę rzeźni. To by pomogło poprawić sytuację w całym kraju. Przemieszczanie sztuk jest groźne, transport to koszty i przenoszenie chorób. A czy minister Sawicki gwarantuje wprowadzenie korzystnych zmian w resorcie? Z pewnością jest bardziej dynamiczny niż Kalemba. Każdemu ministrowi życzę sukcesów. Obawiam się jednak, że z tym otoczeniem, które jest w ministerstwie, niedużo zrobi. Przychodzi wiek emerytalny i trzeba podjąć decyzję… W ministerstwie trudno jednak o zmiany. Kalemba powołał np. zespół ds. spółdzielczości – ale nie opracował on nawet projektu dotyczącego powoływania grup producenckich. Partia ich postawiła, to trwają…