Plantatorzy o zamknięciu prywatyzacji KSC dowiedzieli się z prasy. Przyszłość spółki budzi ich obawy.

Józef Pawela, członek Rady Związków Plantatorów Buraka Cukrowego przy KSC był planami rządu zaskoczony.

- Z naszej strony, ze strony plantatorsko-pracowniczej, ubolewamy, że nie znaleźliśmy jednej godziny po to, żeby zespół roboczy mógł się spotkać; żeby pan minister mógł powiedzieć w naszym gronie, w którym spotykaliśmy się kilkanaście razy przez cały rok – bo to już tyle czasu upłynęło – żeby można było powiedzieć, co było rzeczywistą przyczyną takiego zajścia – stwierdził w sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi. - Komunikat prasowy mówił, że to zamknięcie prywatyzacji w dotychczasowej formie. Później – również z komunikatów prasowych – dowiadujemy się o próbie tworzenia holdingu rolno-spożywczego na bazie krajowej spółki. Są to rzeczy, o których dowiadujemy się z prasy, a nie bezpośrednio od właściciela większościowego.

Józef Pawela ma wątpliwości co do planowanego obecnie wokół KSC holdingu.

- Chciałbym zapytać, jak to będzie w przypadku budowy takiego holdingu. O tym, że krajowa spółka musi się rozwijać, że musi budować swoją drugą nogę itd., to się w ogóle na ten temat nie dyskutuje – bo to tak musi być. To musi zaistnieć, ponieważ kwotowanie nie jest wieczne itd. i życie tylko z cukru pewnie nie będzie możliwe na dłuższą metę. Trzeba tę firmę rozwijać. Ale jak to się będzie miało w takiej sytuacji do obowiązującego dzisiaj prawa, skoro ustawa z 2002 r. mówi tylko i wyłącznie o prywatyzacji plantatorsko-pracowniczej? Jak to się będzie miało przy wniesieniu innych zakładów do tej firmy? Czy nasz udział – na dzień dzisiejszy w wysokości 20 proc. – jest udziałem stałym, czy przez wnoszenie innych firm będzie malał? Może do minimum? Za chwilę staniemy się jakąś śladową ilością w tej firmie. No i czy skoro w ogóle nie stać nas dzisiaj na kupienie KSC, to czy w przyszłości, gdy będzie to holding rolno-spożywczy, to w ogóle będzie o tym mowa? Na jak długo to będzie spółka strategiczna – o to chciałbym się zapytać, panie ministrze. Ponieważ możemy dzisiaj wnieść jedną firmę, drugą, trzecią. Po 2-3 latach ktoś wpada na pomysł, że w zasadzie to wszystko jest na sprzedaż – może na giełdzie, może gdzieś indziej itd. Również takie pytania nam się nasuwają.