Podatek nie jest zagrożeniem, mógłby pomóc rolnikom – uważa prof. Andrzej Kowalski, dyrektor Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Jak wynika z wypowiedzi profesora – IERiGŻ nie jest zadowolony z ostatnio przedstawionych założeń do projektu ustawy (przypomnijmy: powtórzonych też w proponowanych obecnie nowelizacjach, mających umożliwić sprzedaż bezpośrednią przy przychodzie 7 tys. rocznie), zakładających objęcie podatkiem dochodowym rolników mających przychód ponad 100 tys. rocznie.

Dlaczego w ogóle podatek dochodowy ma być powiązany z przychodem?

- Myślę, że to wynika z poszukiwania najprostszego sposobu – mówi profesor.

A czy ten sposób jest rzeczywiście uproszczeniem?

- Ja uważam, że nie – stwierdza prof. Andrzej Kowalski. - To są dopiero założenia do projektu, przyjdzie czas na dyskusję nad samym projektem ustawy. Instytut opiniował już wiele projektów dotyczących podatku dochodowego, wśród nich ten ostatni. Nie byliśmy entuzjastami tego pomysłu, tych rozwiązań. Wydaje mi się, że nasze propozycje są prostsze.

Z czego w ogóle wynikają problemy przy ustalaniu metody obliczenia podatku? Czy chodzi o wyliczenie amortyzacji, wartości pracy rolnika?

- Zawsze wszystko można pokomplikować. Rzeczywiście przy pełnej rachunkowości jest kilka problemów – wyjaśnia profesor. - Czy warto np. zajmować się zapasami? W każdej porządnej rachunkowości jest pozycja „zapasy”. Wtedy: jak je szacować, szczególnie te nietowarowe? Z naszych badań wynika, że w gospodarstwie saldo zapasów w okresie kilku lat się znosi. Pełna rachunkowość wymagałaby także prowadzenia przeklasyfikowania stada, tzw. obrót stada. Przy pełnej rachunkowości jest wiele problemów, ale przecież ten pierwszy schemat można sobie wyobrazić zupełnie inaczej. Trzeba uprościć to, co może być przedmiotem spekulacji, np. to szacowanie zapasów. Kto będzie w stanie sprawdzić, czy wczoraj jeszcze zapasy były, czy nie?