Europejski Kongres Gospodarczy

„Zrównoważone rolnictwo w UE” było jednym z tematów debat toczonych podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego. Inicjatorem największej imprezy gospodarczej w Europie Środkowo – Wschodniej jest grupa PTWP S.A. , wydawca Farmera i serwisu farmer.pl.

W konferencji wzięli udział Andrzej Butra - podsekretarz stanu MRiRW, Andrzej Grajewski - Hurtownia Środków do Produkcji Rolno-Spożywczej, Janusz Igras - dyrektor naukowy Instytutu Nawozów Sztucznych, Szymon Kuczyński - wiceprezes Zarządu Krajowego Zrzeszenia i Producentów Rzepaku, Christian Palliѐre - Fertilizers Europe, Zenon Pokojski - członek zarządu Zakłady Azotowe Puławy SA, prof. Zofia Spiak - kierownik Katedry Żywienia Roślin UP we Wrocławiu, Lucjan Zwolak - zastępca prezesa ARR, oraz Marek Zagórski - prezes zarządu EFRWP. Moderatorem panelu był redaktor naczelny magazynu „Farmer” i serwisu farmer. pl Radosław Iwański.

Podczas spotkania poruszono głównie zagadnienia związane z obecną sytuacją, zarówno na poziomie pojedynczych gospodarstw, jak i plany dotyczące zmian we wspólnej polityce rolnej, nadchodzących modyfikacji w finansowaniu rolnictwa, w tym dopłat bezpośrednich. Rozmówcy zwrócili uwagę na nawożenie mineralne, jako kluczowy element, decydujący o wzroście produkcji żywności.

Duże emocje budziła tematyka związana z tzw. zazielenieniem, które w obecnej propozycji WPR nie ujmuje indywidualnych możliwości i warunków środowiskowych poszczególnych krajów UE.

- Skutki zazielenienia dla polskich gospodarstw wyliczono na 161 mln euro, to 2 proc. dochodów – mówił Marek Zagórski, prezes Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej. Dodał także, że – największy spadek dochodów nastąpi w dużych gospodarstwach rolnych.

A przecież to właśnie te gospodarstwa dostarczają na rynek najwięcej żywności.

Jednak Christian Palliѐre podkreślił, że decyzja o wprowadzeniu zazielenienia jest już nieodwracalna.

- Jednak nie wszystko jest jeszcze wyryte w kamieniu i Polacy tym bardziej powinni przedstawiać swoje argumenty. Pewne standardy już się nie zmienią, ale uwarunkowania lokalne i środowiskowe poszczególnych krajów powinny być wzięte pod uwagę. Te tematy są jeszcze do negocjacji i teraz jest czas, aby je dyskutować i indywidualnie dostosowywać. Głos Polski jest w Europie mocno słyszalny. Dlatego nie można teraz rezygnować ze swojego stanowiska - tłumaczył Palliѐre, przedstawiciel Fertilizers Europe.

Wszyscy prelegenci podkreślali, jak duże znaczenie ma ciągłe wdrażanie podnoszenia produktywności i efektywności produkcji rolnej w Europie. A tym samym utrzymanie konkurencyjności Polski pod względem produkcji rolnej w stosunku do pozostałych krajów unijnych.

Zygmunt Pokojski przypomniał, że jesteśmy ważnym graczem w UE, jeżeli chodzi o produkcję żywności i zapewnienia pod tym względem samowystarczalności dla Europy.

- Polska zajmuje w Europie 3 miejsce pod względem ilości gruntów ornych, to jest źródło naszej konkurencyjności w rywalizacji z innymi krajami w produkcji żywności dla europejskich konsumentów. Jednak nie jest to takie proste, ponieważ przed współczesnym rolnictwem stoją obecnie duże wyzwania, jak problem z kurczącymi się zasobami wody, szczególnie na terenie Polski. Pamiętajmy, że rolnictwo zużywa aż 70 proc. zasobów wody słodkiej, jest to dla nas kolejne wyzwanie. Przy temacie produkcji żywności pojawia się problem biomasy. Przecież obecnie część tej żywności chcemy przeznaczać na odnawialne źródła energii, więc one zaczynają mocno konkurować o areały, które służą produkcji rolnej – podkreślał Pokojski, członek zarządu Zakłady Azotowe Puławy SA.

Okazuje się, że niezbędne do podnoszenia konkurencyjności polskiego rolnictwa jest także ciągłe wdrażanie doradztwa, które bezpośrednio trafiałoby do rolników.

– Niestety z doświadczenia mogę powiedzieć, że obecny poziom proponowanej przez ośrodki doradztwa rolniczego wiedzy i doradztwa nie jest dostosowany do potrzeb i problemów współczesnego rolnika – mówił Szymon Kuczyński z Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku.

To powoduje, że nieustannie w rolnictwie mamy Polskę dwóch prędkości pod względem rozdrobnienia gospodarstw, inwestycji i zastosowanych w nich innowacji.

Według prof. Zofii Spiak duże znaczenie ma ciągłe przybliżanie nauki do rolnictwa.

- Jej stałe wykorzystanie i coraz szersze propagowanie w praktyce, czyli tzw. nauka stosowana. Główne problemy praktycznego rolnictwa dotyczą m.in. precyzyjnego i wyrównanego nawożenia, w tym nawożenia potasem - którego mamy deficyt w kraju, a także wykorzystania minerałów, takich jak cynk czy selen w powszechnym nawożeniu gruntów – mówiła profesor Spiak, kierownik Katedry Żywienia Roślin UP we Wrocławiu.

Zrównoważone rolnictwo w trzech aspektach

- Perspektywami dla przemysłu nawozowego jest prężnie rozwijająca się Europa według tzw. strategii na rzecz inteligentnego i zrównoważonego rozwoju sprzyjającego włączeniu społecznemu – mówił dr hab. Janusz Igras, prof. nadzw. – dyrektor naukowy Instytutu Nawozów Sztucznych.

- To się zawiera w trzech grupach zadań. Jednym z nich jest rozwój inteligentny, czyli rozwój gospodarki oparty na wiedzy i innowacji. To zagadnienie jest też niesłychanie ważne jeżeli chodzi o współpracę między biznesem a nauką. Wszyscy o tym mówią, że np. wsparcie sektora nauki przez przemysł jest niewystarczający w naszym kraju. Może się to zmieni, bo słyszałem, że minister nauki i szkolnictwa wyższego prof. Barbary Kudrycka powiedziała ostatnio, że od 2014 roku firmy będą przekazywały 1 proc. z podatku CIT na naukę. Jest to duże wyzwanie, oby to zrobiła - podkreślał prof. Igras. W ten sposób naukowcy mieliby więcej pieniędzy i lepiej współdziałaliby z firmami w kontekście wypracowania innowacyjnych rozwiązań również w wypadku nawozów.

Rozwój zrównoważony jest to też zagadnienie kontrowersyjne, ale nie powinno prowadzić do rozwarstwienia społecznego. Trzeba bowiem dbać o to, aby społeczeństwo było jak najbardziej spójne społecznie, terytorialnie korzystało z wszelkich dóbr. - Dlaczego jest to istotne, bo te rozruchy, które odbywały się teraz w Afryce, były w bardzo dużej mierze powodowane zaburzeniami na rynku żywnościowym. O tym się nie mówi, ale podstawa tych wszystkich zmian tam właśnie leżała - dodał prof. Janusz Igras.

Nawożenie i przemysł nawozowy to jeden z aspektów tego zróżnicowania, jako kluczowego przemysłu dla zapewnienia zarówno bezpieczeństwa żywnościowego, jak i dla uniknięcia pewnych zagrożeń środowiskowych.

- Środowiskowe aspekty nawożenia roślin to bardzo ważne zagadnienie, może bardzo istotnie wpłynąć na poziom zużycia nie tylko nawozów, ale wszystkich środków produkcji do produkcji rolnej nie tylko w Polsce, ale też w Europie - dodał Igras.

Rolnictwo zrównoważone to przyszłość następnych pokoleń, aby mogły one korzystać z zasobów ziemi, wody i powietrza, ale też ze wszystkich zasobów ekonomicznych. - Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi przygotowało opracowanie pt. Rozwój rolnictwa i obszarów wiejskich w perspektywie do 2020 r. - jest w nim zawarta zarówno diagnoza sytuacji tzn. ocena ekonomiczna, społeczna, ale też odnośnie zasobów rolnych. Są tam podane wszystkie czynniki związane np. ze środowiskowymi uwarunkowaniami. Są też podane cele, które powinny być spełnione, aby to rolnictwo w Polsce rozwijało się w sposób zrównoważony - wymieniał Janusz Igras.

Szczególnie w Polsce jest to zagadnienie niezwykle istotne, bo mamy bardzo duże rozdrobienie gospodarstw, a zatrudnionych w rolnictwie, w zależności od danych, jest od 7 do 12 proc. ludności. - Oprócz tego na 1,5 mln gospodarstw szacuje się, że około 50 tys. są to gospodarstwa stosujące innowacje. Co zrobić z resztą, nie ma chyba innego wyjścia jak rozwijać i tę część gospodarstw. Jestem wielkim zwolennikiem zagadnienia, aby Europa była zdecydowanie wystarczalna pod względem żywności. Wszelka inna polityka, która być może gdzieś się pojawia lub może się pojawić będzie prawdopodobnie prowadziła do bardzo dużych turbulencji w przyszłości. To są wyzwania dla Wspólnej Polityki Rolnej, która powinna uwzględniać wszystkie aspekty związane z rozwojem społecznym. Może będzie ona bardziej ukierunkowana na potrzeby rozwoju obszarów wiejskich - dodał prof. Igras.

W jego opinii Polska i kraje Europy Środkowej powinny zabiegać o to żeby zrównoważyć rozwój Europy pod względem rolnictwa, bo ono zrównoważone niestety nie jest . - Mamy o 30 proc. gorsze warunki do produkcji rolnej, też rozdrobienie gospodarstw, dużą ilość gleb o kwaśnym odczynie - czego się nie chce Bruksela dowiedzieć, albo udaje że to nie jest problem. Kwestia próchnicy jest też bardzo istotną, ale o wiele ważniejszy jest udział kwaśnych gleb. Jeśli się tego nie zmieni ciężko będzie podnieść wydajność produkcji. W Polsce średni plon zbóż jest na poziomie 3,4 t/ha i to się nie zmienia od 15 lat. Zużycie nawozów jest niższe o 30 proc. w porównaniu do państw unijnych. W Polsce teraz nieco wzrasta, a w Unii spada, ale to się wiąże z niedoinwestowaniem gospodarstw. Prawdą jest, że rolnicy skorzystali najwięcej po wejściu do Unii, ale trzeba pamiętać, że zapóźnienia naszego państwa były, kto wie może i największe, jeśli chodzi o sektor rolnictwa - dodał prof. Janusz Igras.
Azot to przyszłość rolnictwa

- Azot ciągnie produkcję roślinną. Zużywa się go w naszym kraju 70 kg/ha. W azocie leży przyszłość Polski, Europy i świata. Mówię to z pełnym przekonaniem, bo od czasów syntezy amoniaku metodą Habera i Boscha i zielonej rewolucji ludzie nic cenniejszego nie wymyślili. Ten kierunek w przyszłości będzie preferowany – mówił prof. Janusz Igras – dyrektor naukowy Instytutu Nawozów Sztucznych.

Obecnie w Polsce zużywa się 1,1 mln t nawozów azotowych, a w 2020 r. prognozy mówią już o 1,2 mln t. W wypadku na przykład nawozów fosforowych zużycie to kształtuje się na poziomie 400 tys. t, a za osiem lat ma wynieść 500 tys. t.

- W tej chwili zużywa się na świecie ponad 170 mln t nawozów NPK. W roku 2014 liczba ta ma według prognoz wzrosnąć do 187-188 mln t. To są istotne trendy. Kraje rozwijające będą zużywały najwięcej nawozów - mówił prof. Igras.

Jak podkreślił specjalista, ważne są regulacje prawne. - Obecnie trwają prace nad dyrektywą fosforanowo-potasową. Chodzi w niej o to, aby ograniczyć stosowanie nawozów z dodatkiem fosforu. To groźne, jeśli chodzi o nawozy mineralne nie jest, bo fosforu w glebie jest stosunkowo sporo i może się on uwalniać, ale bardziej chodzi o zrzuty tych nawozów naturalnych. Jest to zagadnienie wymagające uporządkowania - mówił prof. Janusz Igras.

- Istotne jest, aby regulacje prowadzić w sposób przemyślany i nie narzucać z góry pewnych limitów, bo one zdecydowanie zablokują rozwój produkcji rolnej. Przy tych gorszych warunkach w Polsce będzie to bardzo problematyczne. Ponieważ w naszym kraju jest na przykład bardzo dużo gleb o kwaśnym odczynie. Przy klimacie, który mamy w Polsce. Przy przewadze opadów nad parowaniem, nie sposób jest utrzymać nawet tego złego stanu, który mamy obecnie. Powinniśmy wnioskować do Brukseli, żeby Komisja Europejska uwzględniła tę sytuacje w naszym kraju, bowiem im kwaśniejsza gleba tym np. gorsza przyswajalność fosforu lub potasu, stąd te składniki nie są przyswojone przez rośliny i są tracone - zaznaczał prof. Igras.

Musimy być konkurencyjni

Czy stać nas na to, abyśmy nie byli konkurencyjni? – pytał Zenon Pokojski , członek zarządu Zakładów Azotowych Puławy S.A.
Zakłady Azotowe Puławy osiągają zysk. Ciągle jednak zużycie nawozów w Polsce jest o 30 proc. niższe niż w innych krajach UE, chociaż jakość gleb mamy o 20 proc. niższą niż nasi sąsiedzi: Niemcy czy Czesi. Polska jest na trzecim miejscu, jeśli chodzi o grunty rolne w UE. Jest więc duży rynek zbytu, są potrzeby używania nawozów. Struktura krajowego rynku nawozowego jest szacowana na 6 mld zł. Jednocześnie zwraca uwagę duże zróżnicowanie poziomu zużycia nawozów w różnych regionach naszego kraju.
Jak sobie radzić na takim niełatwym rynku?

Zakładom Azotowym Puławy S.A. udało się zwiększyć produkcję i jednocześnie osiągnąć spadek emisji zanieczyszczeń – to efekt wydania 1 mld 200 mln zł na inwestycje, także zwiększające sprawność instalacji. Wyśrubowane wymagania związane z ochroną środowiska stanowią dla firmy jednak duże obciążenie i wpływają na cenę nawozów.

W Polsce podczas produkcji 1 tony nawozów powstaje 2/3 gazu, wytwarzanego przy tym w Rosji. A to tylko jeden z krajów, które nie muszą stosować norm dotyczących ograniczeń związanych z emisją gazów cieplarnianych.

- Jeśli nie będzie ochrony celnej, będzie napływ z tych terenów tańszych nawozów - zapowiada Zenon Pokojski. – Rynek rolny jest bardzo ważny dla naszego przemysłu chemicznego. Trzeba, by producenci nawozów uczestniczyli w procesach decyzyjnych.

Zenon Pokojski zapowiedział ważną inicjatywę, mającą wpłynąć na kształtowanie i promowanie modelu nowoczesnego przedsiębiorcy rolnego: powołanie konsorcjum, jednoczącego tych przedsiębiorców rolnych i ośrodki wsparcia rynku, uczelnie wyższe, a także producentów produktów dla rolnictwa.

Wszystko to ma sprzyjać wypracowaniu modelu, który zapewni konkurencyjność przy zachowaniu wymaganych standardów.

Nie wystarczy być dobrym na rynku

- Ograniczanie emisji gazów nie może być celem nadrzędnym w prowadzeniu europejskiej gospodarki. Ma ono wpływ na wzrost cen środków produkcji i może prowadzić do utraty rynków, na które wejdą mniej rygorystyczni producenci – mówił Zenon Pokojski.
Europejski System Handlu Emisjami wchodzi w trzeci okres.

– Od 2013 będziemy dokupowali jednostki redukcji emisji – mówi Zenon Pokojski. - Zakłady szacują, że będzie to 1,2 mln jednostek. Pytanie, jak będą kształtowały się ich ceny. Dzisiaj jest to 7-8 euro. Co będzie, jak będzie 30?

Wzrost ten przełoży się na wzrost cen środków produkcji, nawozów i środków ochrony roślin w krajach UE.

- UE chce obniżyć emisję gazów cieplarnianych w sektorze rolnictwa o 10 proc. To nie jest dużo. Same dobre praktyki rolnicze pozwalają na znaczne obniżenie tych emisji, nawet o 50 proc.

Puławy w latach 1985-2010 w dużym procencie ograniczyły emisję, jednocześnie zwiększając produkcję. Od wejścia na giełdę w 2005 ZA Puławy przeznaczyły ponad 1 mld 200 mln na inwestycje. Mają zupełnie inną sprawność instalacji, niż początkowo.

- Jak mówimy o sprawności instalacji w kontekście pakietu klimatyczno-środowiskowego, ważnym wskaźnikiem jest stopień zużycia gazu na tonę amoniaku. Średnia europejska – 1100. W Zakładach Azotowych Puławy – 8450, w Rosji – 1200 i więcej – wylicza Pokojski. - Jeżeli w Polsce i Europie ograniczymy produkcję, to gdzie ona wzrośnie, jak Rosja wejdzie do WTO? W Rosji oczywiście. Emisja gazów cieplarnianych będzie dużo wyższa. Czy w ten sposób zrealizujemy cele pakietu klimatyczno-energetycznego? Na pewno nie. Emisje gazów cieplarnianych granic nie znają. Jeżeli nie będzie ochrony celnej, jakiegoś cła węglowego, to na pewno możemy liczyć na napływ nawozów, rolnicy się pewnie ucieszą, bo może będą tańsze, tylko będą inne problemy. Dlatego trzeba mówić o dostępności do żywności i dostępie do żywności. Czy może być tak, że Rosja postawi barierę celną na eksport pszenicy, jak to już raz zrobiła, i będzie budowała swoją wielkość jako producenta pszenicy i będziemy tak jak z gazem handlowali? Może być taki problem.

Na koszty produkcji nawozów ma wpływ cena gazu – a jest ona regulowana. ZA Puławy mają teraz duży zysk.

- Pomógł nam kurs walutowy, cena gazu w I kwartale była relatywnie niska. Dzisiaj podskoczyła o 16 proc. Czy dalej będziemy w stanie generować tak wysokie zyski?

„Ku zastanowieniu się” Pokojski przedstawia przykład cukru. Tu przeregulowano rynek, produkcja upadła, a cena wzrosła. W efekcie cukier jest w dużej części importowany z Brazylii.

Pallière: Polacy muszą walczyć o swoje racje

- Nie wszystko jest jeszcze wyryte w kamieniu i Polacy tym bardziej powinni przedstawiać swoje argumenty dotyczące zmian we wspólnej polityce rolnej - mówił Christian Pallière dyrektor ds. Rolnictwa i Środowiska w stowarzyszeniu Fertilizers Europe.

Christian Pallière pełni funkcję dyrektora ds. Rolnictwa i Środowiska w stowarzyszeniu Fertilizers Europe. Odpowiada za rozwijanie i promowanie „dobrych praktyk rolniczych” (Good Agricultural Practices) w obszarze nawożenia roślin oraz reprezentuje przemysł nawozowy podczas procesu tworzenia europejskiej legislacji dotyczącej ochrony środowiska.

Rozmawiając o podnoszeniu efektywności produkcji rolniczej nie można pominąć coraz ciaśniejszych przepisów nakładanych na rolników przez Komisję Europejską w kwestii stosowania nawozów.

- Tutaj musimy uszanować decyzję Komisji Europejskiej, jaką przedstawia Dacian Ciolos jednak nie możemy zapominać o potrzebach poszczególnych krajów Unii Europejskiej – mówił Christian Pallière.
Pallière podkreślił, że zgadza się z głosem, który płynie z Polski o tym, że dyrektywa glebowa nie powinna być tak samo stosowana we wszystkich krajach.

- W obrębie UE kraje znacznie różnią się pomiędzy sobą, jeżeli chodzi o środowisko, uwarunkowania lokalne w tym rodzaj gleb - temu zagadnieniu Komisja Europejska powinna się dokładniej przyjrzeć. Głos Polski jest w Europie mocno słyszalny. Dlatego nie można teraz rezygnować ze swojego stanowiska - tłumaczył Palliѐre.

Precyzyjne nawożenie to konieczność

Podnoszenie efektywności produkcji rolnictwa w Polsce nie uda się bez zwiększania zrównoważonego stosowania nawozów.

Zrównoważone rolnictwo w Unii Europejskiej to konieczność. Naszym obowiązkiem jest zachowanie środowiska w jak najlepszym stanie dla przyszłych pokoleń. Jednak to nie oznacza, że mamy rezygnować z podnoszenia efektywności produkcji rolniczej.

- Polska powinna się skupić na szerokim wdrażaniu dobrych praktyk produkcyjnych w rolnictwie. Obecnie, trzeba przez to rozumieć zrównoważone wykorzystanie nawozów. Połączyć stopień zużycia wody, zarówno z ich produkcją jak i zastosowaniem nawozów w pojedynczych gospodarstwach. W Polsce nie jest to łatwe, wydaje mi się, że firmy z branży robią dużo w tym kierunku, ale nadal ta wiedza nie trafia bezpośrednio do rolników - tam gdzie jest najbardziej potrzebna – mówił Christian Palliѐre.

Odpowiadając na pytanie, jak Francja radzi sobie ze skutecznym stosowaniem nauki w praktyce, Christian Palliѐre podkreślał, jak dużo zależy nie tylko od państwowych organizacji działających na terenie kraju czy Europy, ale też od firm. To one powinny kierować do rolników wykwalikowanych doradców. Odpowiadających na wszystkie pytania, prezentujących indywidualne rozwiązania dla gospodarstw, a także nie skupiających się wyłącznie na zwiększaniu nawożenia, ale na precyzyjnym nawożeniu oraz aplikowaniu nawozów.

– Uważam, że w podnoszeniu efektywności z produkcji rolnej, tutejszym rolnikom bardzo pomogłoby wprowadzenie na stałe kalkulatora nawozów. We Francji taka aplikacja jest powszechnie stosowana i przynosi dobre efekty – mówił Christian Palliѐre.

- Niestety, praca nad skutecznym wdrażaniem nauki w rolnictwie nie jest ani łatwa, ani szybka ale zastosowana daje bardzo szybko wymierne korzyści - podkreślał przedstawiciel Fertilizers Europe.

- We Francji w 2002 r. powstało Stowarzyszenie Inicjatywy Rolnictwa Zrównoważonego, jest to organizacja, która kładzie duży nacisk na jak najszersze, bezpośrednie przenikanie wiedzy praktycznej do rolników. Z kolei pod kątem formalnym, być może lepiej niż w Polsce, zajmuje się tym organizacja Copa-Cogeca – tłumaczył Palliѐre.

Christian Palliѐre podkreślał, że dzisiaj w Europie nie istnieje problem dostępu do innowacji ani technologii, bo nie odstajemy pod tym względem od reszty świata.

– To wszystko jest w naszym zasięgu. Lecz ciągle naszym głównym problemem jest dostarczenie tej wiedzy, innowacji oraz rozwiązań technologicznych do konkretnych indywidualnych rolników - tłumaczył Palliѐre.

Dopracować mineralne nawożenie
- Pracujemy nad testami glebowymi, które pokazałyby rzeczywisty i obecny stan zasobności gleb w mikroelementy na terenie naszego kraju. Mamy przekonanie, że nie jest to jeszcze precyzyjnie ustalone – mówiła prof. Zofia Spiak, kierownik Katedry Żywienia Roślin.

Prof. Zofia Spiak podkreślała, że ważną rzeczą w prowadzeniu polityki nawożenia powinny być mikroelementy, bo w rolnictwie zrównoważonym nie możemy się ograniczać tylko do podstawowych składników azotu, potasu i fosforu.

- Już od dawna wiadomo, że mikroelementy pełnią w roślinach bardzo ważne funkcje, decydują o prawidłowym przebiegu procesów metabolicznych. I nic nam nie pomoże właściwe nawożenie azotem, potasem i fosforem, jeżeli zabraknie cynku, miedzi itp. Obecnie próbujemy w naszych glebach i roślinach uzupełniać te niedobory nawozami mikroelementowymi. Dlatego dziwię się, że tego rodzaju nawozy pomija się w wielu dyskusjach – mówiła profesor Spiak.

- Paradoksalnie - na nasze szczęści - nasze gleby to gleby kwaśne i być może dlatego testy glebowe nie wykazują niedoborów mikroelementów w roślinach. Przy odczynie kwaśnym są one lepiej przyswajalne przez rośliny. Jednak nie zapominajmy, że są to ruchliwe mikroelementy i jednocześnie zwiększa się ryzyko wymywania ich z roślin do środowiska. To też jest problem do rozwiązania – podkreślała prof. Zofia Spiak.

Musimy iść w kierunku zrównoważonego rolnictwa, które będzie miało pozytywny wpływ na jakość pasz i żywności oraz będzie korzystnie oddziaływało na zdrowie ludzi i zwierząt. Dlatego naukowcom zależy, aby niektóre mikroelementy zostały w jak największym stopniu zatrzymane w roślinach.

- To się przekłada na jakość pasz i żywności oraz na zdrowie ludzi i zwierząt. Bo są takie składniki, jak na przykład selen, gdzie w zasadzie nie udowodniono, że jest on roślinom potrzebny jednak pod kątem żywienia ludzi i zwierząt jest niezbędnym mikroelement w ich diecie – tłumaczyła profesor Spiak.

Profesor z Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu wyjaśniała także, jak ważne jest zrównoważone i wyrównane nawożenie gleb pod kątem azotu, fosforu i potasu.

– Wiadomo, że nasza przyszłość to nawozy azotowe, w mniejszym stopniu fosforowe i potasowe. Azot, to składnik w największym stopniu plonotwórczy. To on głównie decyduje o wielkości plonu ale i o zawartości białka w plonie, ale z drugiej strony nie ma możliwości, aby nie zrównoważyć tych wszystkich trzech składników. Dlatego z niepokojem patrzę na dość niskie nawożenie polskich gleb potasem. Chociaż na pewno po części wynika to z potrzeb pokarmowych roślin opartych na testach glebowych. Z praktyki wynika, że ciągle gospodarujemy ujemnym bilansem potasowym w skali całego kraju. Dlatego myślę, że obecnie w rolnictwie przemysł i bezpośredni doradcy rolników powinni się poważnie nad tą tematyką zastanowić – tłumaczyła prof. Spiak.

„Zazielenienie” ograniczy naszą konkurencyjność

Nie powinniśmy się martwić o bezpieczeństwo żywnościowe, lecz mocniej zastanowić się nad założeniami tzw. zazielenienia i spadkiem konkurencyjności polskiego rolnictwa.

- Generalnie trzeba podzielić rolnictwo na to, które produkuje na rynek oraz na te gospodarstwa, które produkują na własne potrzeby. Mówi się, że z około 3 - 5 mln ha ziemi, rolnicy produkują wyłącznie dla siebie. Dlatego uważam, że bezpieczeństwo wyżywienia mamy zapewnione i ja bym się o to nie martwił, bo w tym temacie mamy jeszcze ogromne rezerwy – mówił Szymon Kuczyński, wiceprezes zarządu Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku.

W ocenie Szymona Kuczyński, tak duże rezerwy świadczą także o braku naszej konkurencyjności w sektorze europejskiego rolnictwa. - Nie da się uciec od WPR. Chcemy mieć nie gorzej niż pozostali, bo konkurencja wewnętrzna wśród rolników istnieje. W byciu konkurencyjnymi nie pomogą nam obecnie proponowane założenia „zazielenienia” - tłumaczył Kuczyński.

Według wiceprezesa takie założenia nie rokują dobrze polskiemu rolnictwu.
- Posłużę się tutaj swoim przykładem. Gospodaruję na czarnoziemach hrubieszowskich - gospodarstwo 525 ha - to w moim przypadku przy obecnych założeniach "zazielenienia" będzie prawie 40 ha gleb I i II klasy wyłączonych z produkcji. Dlatego w moim rozumieniu 7 proc. zazielenienie po prostu nie ma sensu – podkreślał Szymon Kuczyński.

Potrzebne konkretne wsparcie dla produkcji roślinnej

Uważam, że w dużych gospodarstwach jesteśmy całkiem nieźle wyedukowani. Z tego co sam widzę brakuje nam ciągle wsparcia maszynowego w rolnictwie – mówił Szymon Kuczyński wiceprezes zarządu Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku.

Według Kuczyńskiego, kolejną rzeczą, której oczekują rolnicy od świata nauki i biznesu, a która nie jest dostępna dzisiaj - to tabele mieszań.

– Wydawałoby się, że jest to bardzo prozaiczna rzecz. Kiedyś producenci środków ochrony roślin w instrukcjach informowali, że produkt można mieszać z takim bądź innym preparatem, czy też nawozem. Dzisiaj za takie informacje trzeba słono płacić. Firmy nie robią tych badań, a rolnicy muszą sobie radzić na własną rękę - mówił Kuczyński.

- Taki brak informacji jest bardzo uciążliwy. W przypadku przeciętnej uprawy – od uprawienia gleby do zebrania plonu - teoretycznie muszę przejechać ciągnikiem piętnaście razy, gdy praktycznie mógłbym to ograniczyć do ośmiu przejazdów – wyjaśnia Szymon Kuczyński.

Niewykorzystany potencjał małych gospodarstw

- W gospodarstwach drobnotowarowych tkwi duży, niewykorzystany potencjał produkcyjny. Dlatego sektor obsługi rolnictwa ma jeszcze dużo do zrobienia, aby dotrzeć z wiedzą do pojedynczych rolników – mówił Andrzej Grajewski, członek zarządu Hurtowni Środków do Produkcji Rolno-Spożywczej, Rolnik Grajewski i Kaczmarek Sp.J.

W ocenie Grajewskiego wyniki produkcyjne w polskim rolnictwie ściśle są związane ze strukturą agrarną kraju.

- Część zachodnia polski to gospodarstwa wielkoobszarowe, gdzie jest więcej innowacji i jest lepszy dostęp do precyzyjnej wiedzy agrotechnicznej i zootechnicznej. Co ciekawe, zauważyliśmy, że na poziomie indywidualnego rolnika istnieją pewnego rodzaju utrudnienia w podnoszeniu efektywności produkcji, szczególnie tam gdzie są gospodarstwa rozdrobnione. Myślę że teraz jest bardzo istotne stworzenie takich programów przy udziale zarówno świata nauki jak i biznesu, które docierałyby do segmentu rozdrobnionego rolnictwa - tłumaczył Andrzej Grajewski.

Jako przykład potencjału, jaki leży w małych gospodarstwach, podał przykład jednego z powiatów w Wielkopolsce.

- Jeden z powiatów woj. wielkopolskim, gdzie w sumie jest 2,7 tys. gospodarstw z czego 69 gospodarstw ma powierzchnię od 100 - 500 ha, a jedynie 12 gospodarstw posiada areał większy niż 500 ha. Pozostałe gospodarstwa to obszary poniżej 100 ha. W tych ostatnich poziom osiąganej produkcji w płodach czterech zbóż jest zbliżony do średniej krajowej, czyli wynosi około 3,4 t/ha. Oczywiście nie jest to zadowalający poziom. To jest właśnie obszar, w którym tkwi duży potencjał produkcyjny. Dla porównania w tym samym powiecie w gospodarstwach powyżej 100 ha, te wyniki wynoszą już od 6 - 8 t/ha. To pokazuje ile mamy jeszcze do zrobienia i jak ważne jest to, aby dotrzeć do pojedynczego rolnika – mówił Andrzej Grajewski.

Podsumowując, Andrzej Grajewski zaznaczył, że problem osiągania wysokich wyników w plonach nie tkwi wyłącznie w nawożeniu: - To jest kwestia całego cyklu i programu produkcji polowej, materiału siewnego, ochrony, nawożenia, a także dostępności maszyn w poszczególnych gospodarstwach. Ciągle w tych kwestiach widać duże braki.

Zagrożony europejski rynek nawozów

W branży nawozowej w całej Europie pojawiają się obawy, że w związku z wdrożeniem ETS III od 2013 r. europejski przemysł nawozów poniesie poważne straty finansowe, co może przełożyć się na znaczny wzrost cen nawozów.

- W sprawie ETS III jest już za późno, aby się z tego wycofać. Przemysł Unii Europejskiej już uwzględnił w swoich planach te zmiany prawne. Większość firm, które myślą poważnie o przyszłości, już dawno zaczęła się do tego przygotowywać. Niestety Ci, którzy nie zdążą wypadną z rynku – mówił Christian Pallière.

- Europa powinna racjonalnie podchodzić do ETS III emisji CO2, jeżeli te wszystkie założenia będą przestrzegane restrykcyjnie grozi nam wyłączenie części fabryk z produkcji – mówił Janusz Igras, dyrektor naukowy Instytutu Nawozów Sztucznych.

- To jest duże zagrożenie. Jednostki emisji CO2 będziemy musieli kupować na aukcjach, wszystko zależy jak będą kształtowały się ceny tych aukcji. Dlaczego budujemy elektrociepłownie z PGE? Przecież, to jest wydatek rzędu 3 mld złotych - po to, aby obniżyć emisje pośrednie z energetyki. Staramy się do tego przygotować. Jeżeli mówimy o redukcji emisji o 1,2 - 1,5 mln jednostek CO2, po wybudowaniu elektrociepłowni. A przykładowa cena akcji wynosiłaby wówczas 30 euro, to sami widzimy jakie byłyby koszty, gdybyśmy nie wybudowali tej elektrociepłowni – wyjaśniał Zenon Pokojski.

W ocenie Pokojskiego: - Osobnym aspektem jest to, że wiele krajów rezygnuje z przystąpienia do ETS III - Kanada już się wycofała, USA nie podpisały, a Indie i Chiny prawdopodobnie również nie zamierzają przystąpić do tej umowy. Dlatego w tej sprawie UE powinna koniecznie coś zrobić.

Zazielenienie czy wyżywienie?

„Zazielenienie” Europy może oznaczać kłopoty z wyżywieniem jej ludności. Niesie też duże zagrożenie dla konkurencyjności krajów.
Koncepcja zazielenienia nie wydaje się optymalna dla spełnienia tych celów. Uczestnicy debaty wskazali na istotne zagrożenia, pojawiające się w tym kontekście w propozycjach nowej WPR na okres po roku 2013.

- Skutki zazielenienia dla polskich gospodarstw wyliczono na 161 mln euro, to 2 proc. dochodów – mówił Marek Zagórski, prezes Europejskiego Funduszu Rozwoju Wsi Polskiej. – Największy spadek dochodów nastąpi w dużych gospodarstwach rolnych.

A przecież to właśnie te gospodarstwa dostarczają na rynek najwięcej żywności.

Dlatego pytanie o zakres wyłączeń z produkcji jest istotne. Czy będziemy w stanie wyżywić się po zrealizowaniu unijnych propozycji wymagających dywersyfikacji upraw, utrzymania użytków zielonych, wyłączenia 7 proc. powierzchni na ekologiczne kompensacje?

- Dużo zależy od zlikwidowania barier istniejących u nas – mówił Marek Zagórski i wymieniał jako zagrożenie ciągle realne wprowadzenie zakazu używania pasz z soją modyfikowaną genetycznie. Wskazał też na konieczność wyciągania wniosków z poprzednich programów – np. renty strukturalne kosztowały 5 mld euro, a na modernizację wydaliśmy 3 mld euro. Uważa też, że należy wprowadzić system zachęt dla osób decydujących się na wyjście z rolnictwa. Powinniśmy dążyć do konkurencyjności – a to oznacza wyrównanie dopłat. Musimy też zreformować doradztwo: potrzebne jest większe wsparcie dla doradztwa prowadzonego przez firmy.

Zazielenienie niesie dla Polski jeszcze jedno zagrożenie – stawka na hektar z tego tytułu będzie w naszym kraju znacznie niższa niż w innych krajach, można na nie przeznaczyć 30 proc. koperty krajowej.

Jeśli Europa nie potrafi się wyżywić, skorzystają na tym inne kontynenty.

- Nowe propozycje unijne grożą konserwacją struktury agrarnej i stagnacją dla małych gospodarstw – przestrzegał Marek Zagórski i wskazał na duże zróżnicowanie strukturalne wśród gospodarstw w Europie.

Podkreślił, że małe gospodarstwa też mogą mieć dużą produkcję.

Jeśli przyjąć za miernik wielkość gospodarstwa, to Polska ciągle jest w defensywie. Mamy 2391 tys. gospodarstw o średniej powierzchni 6,5 ha. W UE jest 13 700 tys. gospodarstw o średniej powierzchni 12,6 ha.

- Ale cała Unia Europejska jest w dużej defensywie, w porównaniu do Stanów Zjednoczonych. W Stanach jest 2 mln gospodarstw ze średnią powyżej 180 ha.

Wyraźny podział jest też, jeśli wziąć pod uwagę wielkość ekonomiczną gospodarstw. - 77 proc. gospodarstw w nowych państwach unijnych ma poniżej 8 ECU. Dla całej UE jest to 52 proc., natomiast w krajach „Piętnastki” jest to 36 proc.

Jak na wynikające z tego wyzwania odpowiada Wspólna Polityka Rolna? Rolnictwo unijne jest mocno regulowane, narzędziem jest WPR.
- Komisja przedstawiła propozycje finansowe, które zakładają, że kwoty na WPR nie zmienią się w nowym okresie programowania w stosunku do roku 2013. Nie zmienią się w liczbach bezwzględnych, co oznacza, że będzie ich realnie mniej.

Jest prawie pewne, że ta kwota zostanie jeszcze obniżona.

- Największą pozycję stanowi filar pierwszy – 317 mld euro. Pieniądze te zostały podzielone między państwa członkowskie nie w oparciu o potrzeby, lecz w oparciu o kryteria historyczne, co powoduje, że - takim miernikiem jest średnie wsparcie na hektar – te różnice w państwach członkowskich docelowo w 2020 nadal będą bardzo duże - stwierdził Zagórski.

Zapowiadane „wyrównanie” to według Komisji Europejskiej zmniejszenie różnicy o 1/3 dla tych państw, dla których średnia płatność wynosi mniej niż 90 proc.

- Komisja tłumaczy to, że jest to tylko pół prawdy, bo jeśli porównamy wydatki na drugi filar, to w Polsce będzie to 320 euro na hektar, ale trzeba pamiętać, że są to zupełnie różne pieniądze, chociaż – jak mówi się o polityce glebowej – musimy pamiętać, że w II filarze mamy ONW. Rozwiązania te powinny być inaczej skonstruowane, ale propozycje nie idą w tym kierunku.

Inaczej też niż można by się było spodziewać z punktu widzenia możliwości rozwojowych, gospodarstwa największe nie mogą liczyć na wsparcie – jest ono ograniczane dla największych.

- Dopłaty bezpośrednie w Polsce w wyniku tej reformy w ogóle się nie zmienią na końcu okresu programowania, przejściowo spadną, już w 2013 r. będą średnio mniejsze o kilkanaście euro na hektar i będą stopniowo rosły do poziomu z roku 2010, więc zmieni nam się niewiele – jeśli w ogóle - mówił Zagórski.

- Komisja Europejska, odpowiadając na potrzeby rolnictwa, zaproponowała nowy model płatności bezpośrednich, który składa się – w ramach uproszczenia oczywiście – aż z sześciu elementów, i jest to wszystko w pierwszym filarze. A więc premia dla młodych rolników; takie ONW-bis, czyli nie w drugim filarze, ale w pierwszym; wsparcie do produkcji; uproszczony system dla małych gospodarstw i „greening” oraz płatność podstawowa, która jest wtedy, jak podzielimy pieniądze na całą resztę.

Zagórski podkreślił, że propozycja unijna nie zakłada, że będzie tak samo dla wszystkich, także jeśli chodzi o młodego rolnika. W Czechach młody rolnik na 100-hektarowe gospodarstwo dostanie ok. 4500 euro, a w Polsce 1300.

System dla drobnych gospodarstw uznał za bardzo szkodliwy, bo oferuje pieniądze „za nic”. Tak naprawdę można nie uprawiać ziemi – tych rolników nikt nie będzie kontrolował.

– Grozi nam konserwacja struktury agrarnej, zamiast jej zmiany, i generowanie stagnacji w tych gospodarstwach.
Płatność podstawowa – 173 euro

Marek Zagórski wskazał na duże wątpliwości, jakie budzi „greening”. – Konsekwencje są bardzo duże. Po pierwsze wszyscy rolnicy muszą robić to samo. Muszą wypełnić te same obowiązki. Nie da się w całej UE przy tak zróżnicowanej strukturze, zastosować jednego środka.
Stawki za zazielenienie są konsekwencją stawek krajowych, europejscy rolnicy będą więc za wypełnienie tych samych praktyk otrzymywać zróżnicowane stawki.

Nastąpi poza tym wzrost obciążeń administracyjnych z powodu większych kontroli.

Następną konsekwencją jest zmniejszenie produkcji. - W Polsce nastąpi wyłączenie ok 442 tys. ha, co spowoduje spadek produkcji zbóż o ok. 2,5 mln ton, a w całej UE o 20 mln t. Czyli cała nadwyżka, istniejąca w UE zostanie zlikwidowana przy wprowadzeniu tego elementu.Powstanie też wiele użytków – czy też nieużytków – ekologicznych. Będzie ok. 800 tys. kawałeczków, wyłączonych z małych gospodarstw, nie spełniających żadnej funkcji ekologicznej, niepowiązanych ze sobą.Dochody rolników będą spadać, to jest około 161 mln euro, największy spadek dochodów będzie w najmniejszych gospodarstwach – mówi Zagórski.

Skutek odczują wszystkie gospodarstwa, niektórym bardziej będzie opłacało się nie brać płatności. Ma to też skutki dla wysokości płatności podstawowej.

- Płatność podstawowa będzie przyznawana po ustaleniu uprawnień, po odjęciu wszystkich wydatków na pozostałe płatności.

Konsekwencją tego nowego systemu jest całkowicie nowa sytuacja – średnia płatność na gospodarstwo, które będzie miało tylko płatność podstawową, wyniesie około 173 euro na ha. Będzie też duże zróżnicowanie między rolnikami.

Konkurencyjność to wyrównanie płatności

Wykorzystywanie istniejących możliwości jest równie ważne, jak zabieganie o kolejne – przekonywał Marek Zagórski i podkreślał rolę doradztwa prowadzonego przez firmy.

Zdaniem Marka Zagórskiego, trzeba zacząć od likwidowania polskich barier.

- Za chwilę nie będziecie mieli komu tego sprzedawać – zwrócił się Zagórski do obecnych na sali przedstawicieli producentów nawozów. - Jeśli nie zostanie zmieniona ustawa o paszach, na którą jeszcze jest moratorium, która zakłada, że będzie zakaz skarmiania soją genetycznie modyfikowaną zwierząt, to będziemy jedynym krajem w Europie, który już nie tylko strzeli sobie w stopę, ale w głowę – mówi Zagórski. – Dlatego, że w ogóle już nie będzie się opłacało hodować drobiu w Polsce, a także tej wieprzowiny, którą tak usilnie ARR promuje.

Kolejną sprawą jest odpowiednie wykorzystanie możliwości stwarzanych przez WPR.

- Po drugie musimy też wyciągać wnioski z poprzednich okresów programowania. Podam jeden przykład. Na renty strukturalne – tak bardzo dobrze wykorzystując pieniądze unijne – wydamy przez te wszystkie okresy ponad 5 mld euro, w tym samym czasie na modernizację, na inwestycje w gospodarstwach - niespełna 3 mld.

Nieważne więc, co zrobi Komisja Europejska, ważne, by samemu nie zmarnować możliwości, które powstają. A o co powinniśmy zabiegać?
- Powinniśmy walczyć o to, że jeżeli już taki instrument, jak wsparcie dla małych gospodarstw istnieje, to trzeba go powiązać z zachętą do wyjścia z rolnictwa.

Drugą sprawą jest dążenie do konkurencyjności. - Konkurencyjność to jest wyrównanie płatności. Niemcy będą mieli 100 euro więcej na hektar. To jest to 100 euro, które np. wydadzą na nawozy. Będziemy mniej efektywni. Jeżeli dziś nie jesteśmy w stanie tego zrobić, to powinniśmy walczyć o jednolity model w całej UE przynajmniej w przyszłości, ale już teraz powinien być zakreślony.

Doradztwo to kolejna kwestia wymagająca uregulowania. - Doradztwo powinno być zróżnicowane, większe wsparcie powinno pójść do doradztwa realizowanego przez firmy. Doradztwa w zakresie produkcji nie zrobią ODR-y. Takiej wiedzy, jaką mają firmy, przemysł paszowy, mleczarstwo - nie ma nikt. Musi być to zróżnicowanie. Wsparcie na rzecz modernizacji gospodarstw, dywersyfikacji działalności, powinno być państwowe. Powinna być większa przychylność dla wsparcia komercyjnego.

Ekologia i GMO a potrzeby żywnościowe

Jak pogodzić standardy ekologii i ekonomii? Czy Europę stać na ograniczenia produkcji żywności w imię ekologii?

- W zgodnej opinii polskiej koalicji i opozycji propozycje unijne przedstawione na następny okres budżetowy są nie do przyjęcia. Trwają negocjacje, przedstawiamy swoje racje – zapewniał wiceminister rolnictwa Andrzej Butra, oceniając propozycję „zazielenienia”.
- Straci na tym nie tylko Polska, ale cała Unia Europejska – mówił. – Staniemy się kontynentem niekonkurencyjnym. Będziemy bardzo dbali o środowisko, i bardzo dobrze, będziemy dbali o jakość żywności, o jej wysokie standardy, natomiast tym samym strzelamy sobie w stopę, będąc w coraz gorszej sytuacji w stosunku do innych państw, bo oprócz tej wspólnej polityki, jest jeszcze wielki temat GMO, który także w konsekwencji ekonomicznej Europy musi być wzięty kiedyś pod uwagę.

W Polsce mamy bardzo rozdrobnione rolnictwo. - Stąd też przy naszej strukturze, konserwującej te drobne gospodarstwa – bo system konserwuje je – jest także pamięć o roli socjalnej, musimy pamiętać, o tych ludziach, którzy nie dają sobie rady, jednak nie możemy tego cały czas przedłużać i utrzymywać niekorzystnych warunków na dłuższą metę – stwierdził wiceminister.

Polska część zachodnia nie odbiega od zachodnich standardów. Część wschodnia, rozdrobniona, zamienia się w obszar bardziej ekologiczny. Czy jest to dobre z punktu widzenia konieczności zapewnienia żywności? Polska dobrze wykorzystywała i wykorzystuje możliwości rozwoju z udziałem środków UE, jesteśmy eksporterem żywności.

- Mamy prawie 3 mld dodatniego bilansu handlu produktami rolno-spożywczymi – podkreślał Butra. - Jest to jedyny dział gospodarki, który przynosi nam czysty dochód. Dla nas jest to szczególnie istotne, gdyż wiele naszych przedsiębiorstw, zarówno producentów rolnych, jak i przetwórców, czy to pobrało kredyty, czy zainwestowało własne środki z nadzieją na to, że utrzyma się ta tendencja, czyli potrzebujemy cały czas materiału do produkcji żywności, po to, żeby wyprodukować tę żywność, którą sprzedajemy i są cały czas tendencje wzrostowe.

Wynik jest z roku na rok coraz bardziej korzystny, statystyki nie obejmują handlu nadgranicznego, bilans byłby jeszcze lepszy.
Butra: Rolnictwo ma jeszcze niewykorzystany potencjał

Polska ma niekorzystną strukturę agrarną, mimo to udaje się nam produkować żywność na eksport. Czy są jakieś możliwości rolnictwa, których jeszcze nie wykorzystaliśmy? Jak przekonać Unię, aby nie przyjmowała uregulowań, grożących stagnacją europejskiego rolnictwa?

- Transfer wiedzy, nauka, jest kluczową, podstawową rzeczą – zapewniał wiceminister Andrzej Butra. - W zasadzie rolnictwo ma jeszcze u nas ogromny potencjał, ale rolnik musi wiedzieć, jak go wykorzystać, jak to zrobić. Stąd też w tej chwili są przeglądy spółek strategicznych. Jak to będzie w nowej perspektywie wyglądało? W ten sposób na pewno będzie szło, że strona naukowa będzie brała przewagę - mówię o tych spółkach, którymi jeszcze minister może zarządzać - że nauka ma po pierwsze wskazać kierunki dla pozostałych producentów rolnych, jak należy iść dalej.
Opracowania i wyniki badań naukowych wymagają jednak przekazania ich do rolników, aby mogły wpływać na rzeczywistość. Stąd też duża rola doradztwa rolniczego. Ciągle wypracowywany jest taki system doradztwa rolniczego, który zapewniłby rolnikom dostęp do wiedzy.

- Jest teraz też zmiana modelu finansowania, bo to jest zawsze bardzo istotne, można powiedzieć, że pieniądze są zawsze tym podstawowym motorem napędzającym chęć do pracy każdego – mówił wiceminister Andrzej Butra i podkreślał potrzebę dyskusji nad propozycjami regulacji Wspólnej Polityki rolnej, przedstawionymi przez Komisję Europejską: - Jeśli to się w ten sposób będzie toczyło, to my sobie może w Polsce damy radę ze sprawami, na które możemy wpływać, natomiast patrząc na to co proponuje dzisiaj Komisja – perspektywa długookresowa dla Europy jest niekorzystna, natomiast miejmy nadzieję, że jednak uda się skutecznie negocjować, powstanie taka wola, aby zostawić to, co dobre, a poprawić to, co mogłoby być korzystniejsze dla wszystkich.