Dlaczego rolnikom nie wolno sprzedawać soku z własnych malin? Dlaczego nie mogą sprzedać własnego oleju, masła? Jakie zagrożenie niesie taka żywność i czy na pewno jest bardziej niebezpieczna niż ta dostępna dziś w sklepach? – te pytania zadawali przed KPRM rolnicy ze świętokrzyskiego, małopolskiego i podkarpackiego, którzy przyjechali do Warszawy, aby wesprzeć zielone miasteczko. Przywieźli ze sobą swoją lokalną żywność, aby poczęstować warszawiaków. Osobny koszyk przygotowano dla premier Ewy Kopacz.

Do rolników dołączyli przedstawiciele Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi i Koalicji „Polska Wolna od GMO”.

Wcześniej protestujący wysłali już list do pani premier w tej sprawie. „Te przepisy nie pochodzą z Brukseli, lecz zostały stworzone przez Rząd RP. Dlaczego Rząd RP niszczy polskich rolników?” – twierdzą i domagają się umożliwienia sprzedaży, która pomoże ich gospodarstwom, ale także konsumentom.

- W krajach UE rolnicy mogą przy gospodarstwach przetwarzać i sprzedawać swoje produkty – mówi Jadwiga  Łopata z Międzynarodowej Koalicji dla Ochrony Polskiej Wsi. - Nie tylko nikt ich nie zniechęca, ale są zachęcani przez złagodzenie wymogów sanitarnych. To nie niesie żadnego zagrożenia, bo drogę takiej żywności można łatwiej prześledzić niż produktów wytwarzanych przemysłowo.

- W Polsce nie możemy legalnie przetwarzać własnych produktów i wytwarzać żywności z własnych plonów – dodaje Jolanta Dal, rolniczka z okolic Komańczy. - Nie możemy na niewielką skalę wytwarzać i sprzedawać wędlin, dżemów, serów, ogórków czy kapusty kiszonej. Duże sieci handlowe zdominowały polski rynek. Rolników wyeliminowano z łańcucha żywnościowego. Chcemy odzyskać dla polskiego rolnika miejsce na polskim rynku.

- Małe polskie gospodarstwa ze świętokrzyskiego czy z małopolski nie mają możliwości konkurowania z ogromnymi gospodarstwami, które są na Zachodzie – mówił Bogdan Chara z miejscowości Jasień w powiecie staszowskim. - Jeżeli nie będziemy mieli możliwości sprzedaży wyprodukowanej przez siebie żywności z ręki do ręki, to po prostu upadniemy.

Listy wsparcia przychodzą z całego świata – zapewniają organizatorzy protestu.

Dziś o tym międzynarodowym poparciu przekonywało dwóch angielskich rolników. Mówili:

- To jest problem międzynarodowy, nie tylko polski. Musimy walczyć. Jestem polskim patriotą.