Nie wiadomo jeszcze, jak będzie wyglądał w tym roku eksport zbóż, bo jest on jeszcze przed nami – mówi Wiktor Szmulewicz, prezes KRIR.

Eksport zbóż rozpocznie się w okresie jesienno-zimowym. – Mamy porty takie, jakie mamy, możliwości szybkiego otwarcia na świat w Polsce nie mamy – zauważa prezes KRIR. – Budowa szybkich przeładunkowych portów, jeśli chodzi o zboża, nie posunęła się mocno. U nas porty są niekonkurencyjne do eksportu na świat zboża, ze względu na to, że porty niemieckie i inne są przystosowane dzisiaj do szybkiego załadunku statków, dużych statków – wtedy koszty wypożyczenia statku czy przestoju w porcie są bardzo duże.

Jak wyjaśniał Szmulewicz, gdzie indziej statek jest ładowany w ciągu dnia, u nas trwa to tydzień, co podnosi koszt transportu. Załadunek jest prowadzony z samochodów w portach, co wydłuża przedsięwzięcie.

- Nie jesteśmy konkurencyjni, zawsze musimy sprzedawać po niższych cenach, niż to robi cały świat. I to jest nasza słabość. Rynkami z największy zapotrzebowaniem na zboża są rynki arabskie – mówił Szmulewicz, podkreślając istniejące niebezpieczeństwo załamania na rynku zbóż wobec możliwego zmniejszenia zapotrzebowania na zboża paszowe.

Jak niedawno zauważył na posiedzeniu sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi Rafał Mładanowicz, prezes Krajowej Federacji Producentów Zbóż, istnieje możliwość, że i tak niewysokie ceny zbóż „pękną”. - Wtedy nastąpi trudna sytuacja, ponieważ nasza nadwyżka krajowa na rynku będzie też większa niż w ostatnich latach. Powinniśmy już dzisiaj o tym rozmawiać – przewidywał. W tym kontekście poinformował o planach dotyczących budowy „portu z prawdziwego zdarzenia”, który ułatwiłby eksport zbóż z Polski.

- Szanowni państwo, pomocy jako takiej nie dostaliśmy od ministerstwa rolnictwa, ale jako organizacja sami podjęliśmy działania - mówił. - Najprawdopodobniej pod koniec września będzie już sfinalizowana inicjatywa budowy w Polsce portu z prawdziwego zdarzenia. Współwłaścicielami portu, który będzie mógł eksportować od 5 do 7 mln ton, będą też producenci. Nie skończy się tylko na tym. Musimy nasze nadwyżki wysyłać. Mówimy o Ukrainie, była tu na ten temat mowa parę razy. Jedni chcą wojny, drudzy nie chcą wojny. Jedni są tacy, inni są tacy. My tego nie zmienimy jako pojedyncze osoby, ale jako polscy producenci musimy doprowadzić do tego, żeby własne nadwyżki i ewentualny import z Ukrainy załadować na statki i rozwieźć po świecie. Dzisiaj nie mamy narzędzi, żeby konkurować z portami we Francji, w Niemczech, w Danii czy w Holandii. Na tym powinniśmy się wszyscy skupić. Mówię tutaj od razu: my na to pieniędzy od rządu nie chcemy. Te pieniądze gdzieś wszędzie są. Tylko chodzi tu o jedność i chęć zrobienia czegoś.

Podobał się artykuł? Podziel się!