Prof. nadzw. na Wydziale Ekonomiczno-Społecznym UP w Poznaniu dr hab. Michał Jerzak przedstawił podczas obrad sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi zebrane dane, charakteryzujące czynniki popytowe i podażowe na rynku roślin strączkowych.

- A mianowicie, jeżeli chodzi o strukturę powierzchni zasiewów (…) w 2009 r. było 1,03 proc., natomiast w 2011 r. ta powierzchna wzrosła do 1,48 proc. Jest to oczywiście wynik dopłat, które zostały wprowadzone – jest to taki namacalny dowód. Jak to wygląda w stosunku do UE? Jesteśmy tutaj trochę lepsi, bo w ramach UE strączkowe zajmują 1 proc. powierzchni – powiedział.

Od 1980 r. najlepszy wynik to 300 tys. ha powierzchni zasiewów w Polsce. Jak podkreślił Michał Jerzak, rośnie powierzchnia upraw strączkowych pastewnych, do których są dopłaty, a nie konsumpcyjnych.

- Jeżeli mówimy o rynku strączkowych, to jest to rynek rzędu 200 mln zł. Jeśli porównamy to do rynku zbożowych, gdzie są to 22 mld zł – to jest to, powiedzmy, stosunkowo mały rynek, który może podlegać rozwojowi. Jakiemu, to wynika z analizy wykorzystania i pokrycia wysokobiałkowych surowców paszowych w Polsce .

- Pokrycie – oczywiście 714 tys. ton to jest śruta rzepakowa, 268 tys. ton to są nasiona strączkowe. Pozostała część to jest deficyt, czyli 2,763 mln ton. Ten deficyt musi być pokryty i jest on pokrywany właśnie śrutą sojowa i śrutą słonecznikową. To jest ten rynek, który jest, że tak powiem, do odzyskania dla roślin strączkowych w Polsce, a który po 1990 r. został zajęty przez śrutę sojową. Oczywiście import śruty sojowej w latach 2004-2011 wzrasta. Jest to oczywiste, ponieważ strączkowe, mimo wzrostu powierzchni upraw, nie trafiają do produkcji pasz. Import śruty sojowej w dalszym ciągu wzrasta no i wzrasta produkcja zwierzęca.

Jak można zaradzić tej sytuacji? Zdaniem Michała Jerzaka nie wystarczą dopłaty.

- Jakie są drogi, jakie mechanizmy, żeby dojść do tego pożądanego poziomu uprawy roślin strączkowych, jakim jest 300 tys. ton? Otóż mamy dwojakiego rodzaju mechanizmy. Mamy interwencjonizm, czyli interwencjonizm administracyjny, czyli dopłaty do produkcji. Za tym idą dopłaty do produkcji pasz. To jest bardzo kosztowna droga. Jest ograniczenie dostępu do białka sojowego, czyli cła, co jest również prawie niemożliwe, bo to by musiało zostać przeprowadzone na forum UE. Wreszcie może być forma rynkowa, czyli promowanie produktów finalnych, wytwarzanych na bazie roślin strączkowych.