Protestujący zmieniają się w rozstawionych naprzeciwko siedziby rządu namiotach. Mają kuchnię polową. Z całego kraju otrzymują żywność, wystarcza jej nawet na poczęstunek dla licznie przybywających tu warszawiaków. Protestujący częstują też owocami z własnych sadów.

- Warszawiacy przychodzą tu licznie i wspierają nas – mówi Edward Kosmal. I widać, że jest zdziwiony rozmiarem tej doświadczanej sympatii i wyrazami poparcia.

Wśród protestujących nie widać zniechęcenia czy zwątpienia. W niedzielę została tu odprawiona polowa msza święta. Do protestujących przybył europoseł Janusz Wojciechowski, poseł Robert Telus, był też Gabriel Janowski. A czy to miejsce jest właściwym miejscem do rozmowy? Minister Sawicki mówi, że problemy polskich rolników są do rozwiązania w Brukseli.

Edward Kosmal nie uważa, że są możliwe i potrzebne rozmowy z ministrem rolnictwa Markiem Sawickim. Jak mówi, protestujący są zdania, że tylko premier Ewa Kopacz jest właściwym rozmówcą. – Z panem ministrem nie będziemy rozmawiać, ponieważ te rozmowy do niczego nie doprowadzą – twierdzi. – Pan minister nie przedstawia rozwiązań systemowych, a my się domagamy rozwiązań systemowych.

Zdaniem Edwarda Kosmala, błędem jest kierowanie producentów trzody do działalności MOL (marginalna, ograniczona, lokalna). W Niemczech, Danii nastąpił wzrost produkcji o 5 proc., a w Polsce – spadek o połowę:

– W Polsce rolnicy są tylko producentami surowca, a w Niemczech czy Danii właścicielami przetwórni, we Francji 80 proc. surowca przechodzi przez spółdzielnie – i oni tam mają korzyści. My jesteśmy tylko producentami surowca, a wartość dodaną przejmują pośrednicy. Dlatego jesteśmy słabi.

Jak mówi Kosmal, rolnicy bronią się przed utraceniem gospodarstw – bo dziś są one zadłużone i grozi im bankructwo spowodowane niemożnością spłaty kredytów wobec krachu na każdym rynku. Podkreśla, że protest ma charakter ekonomiczny, rząd nie zabiegał o wyrównanie dopłat czy wspomaganie branż w Brukseli.

Zdaniem protestujących, pomoc dla rolników z Podlasia, polegająca na wypłacie odszkodowań w ramach de minimis za szkody wyrządzone przez dziki, niczego w skali kraju nie załatwia, dlatego niezbędne jest dalsze prowadzenie protestu.

Podobał się artykuł? Podziel się!