Sprawa dotyczy kolejnej odsłony poszukiwań modelowego beneficjenta dopłat, którego oszczędziliby w swych ocenach sceptycy wsparcia dochodów z działalności rolniczej (czy to pod postacią audytorów Trybunału Obrachunkowego, czy to wpływowych środowisk i organizacji pozarządowych). Już od początków systemu dopłat Unia stara się zdefiniować format drzwi do środków publicznych, przez które przechodziliby tylko rolnicy o odpowiednich gabarytach. Zaczęła od eliminowania tych, co do których zachodziło podejrzenie, że wytworzyli warunki nieuzasadnionego dostępu do wsparcia. Później, na fali rosnących kosztów obsługi administracyjnej, usunięto z systemu podmioty, co do których wnioskowana kwota płatności nie przekraczała 100 EUR lub powierzchnia deklarowana we wniosku była mniejsza od 1 ha. W tym samym czasie przyjęto w prawie UE możliwość odmowy płatności tym osobom, których działalność rolniczą państwa członkowskie uznają za marginalną w profilu ich działalności.

Równolegle do wspomnianych kroków podejmowano bez powodzenia próby ustanowienia górnych limitów płatności.

Udało się za to z modulacją (czyli obowiązkową redukcją płatności na rzecz rozwoju wiejskiego), która akurat dość długo gościła w systemie i której zdążyli się już przyjrzeć polscy rolnicy.

Słowem, nakreślanie jakiegoś standardowego i idealnego rolnika otrzymującego płatności nie jest nowością w prawie unijnym. Jednakże obecnie projektowana regulacja na okres kolejnej siedmiolatki to dowód tego, że czasem biurokracji brakuje pomysłów i sięga do znacznie starszych rozwiązań, zataczając swego rodzaju koło legislacyjne.

Oto bowiem jeszcze w latach 70 w tzw. dyrektywie modernizacyjnej ówczesna EWG definiowała, jaki to jest ów rolnik idealny, kwalifikujący się do wsparcia. Rolnik musiał wtedy praktykować działalność rolniczą jako swoje "główne zajęcie". Jeśli zerkniemy do najnowszych projektów rolnego acquis, dostrzeżemy wiele podobieństw. Samo sięganie do historycznych rozwiązań prawnych przez unijnych prawodawców nie byłoby jeszcze takie złe, gdyby czerpali inspirację z czasów, kiedy prawodawcom nie przychodziło do głowy definiowanie i regulowanie "aktywnej" działalności rolniczej.