Sadownicy sygnalizują problem, o którym MRiRW już wie – poczyniło też pewne kroki, aby zapobiec trudnościom na rynku owoców: wystąpiło o wsparcie do Komisji Europejskiej, zapowiedziało pomoc de minimis. Czy to wystarczy?

Sadownicy zjechali dziś do Warszawy, aby raz jeszcze powiedzieć o swoich kłopotach. A jakiej pomocy oczekują?

Brak rąk do pracy – narzekał Ryszard Gortat, radny powiatu płońskiego. Zapowiedział zamiar nawiązania kontaktu z Ukraińcami, aby z ich pomocą zebrać owoce. – Nasi bezrobotni nie są podmiotem, niskie ceny owoców powodują, że za zbiór możemy zaoferować też niskie ceny, więc ważne jest nawiązanie kontaktów, bo Ukrainiec za takie pieniądze jeszcze pracuje - mówił.

Jak stwierdził, minister zapowiedział pomoc, wyjazd w celu nawiązania kontaktu ma się odbyć we wrześniu.

Za chwilę mogą się tu pojawić producenci zbóż – nie wiedzieć czemu „zmowa cenowa” ma zastosowanie zawsze, kiedy przychodzimy ze sprzedażą naszych produktów – mówili protestujący. Nie tracą jednak nadziei na systemowe uregulowanie problemów.

- My chcemy wędkę, nie rybę – mówi  Leszek Kumorek, przewodniczący Sekcji Ogrodniczej NSZZ RI „Solidarność”. - Chcemy, żeby było tak jak w innych krajach, gdzie jest realizowany interwencjonizm na rynku. Zakład w Kozietułach sprowadził wiśnie z Węgier i Chorwacji, zanim jeszcze rozpoczął się zbiór w Polsce. Przepisy unijne mówią, że aby zakład dostał pomoc unijną, powinien w 50 proc. skupować owoce krajowe. Dlaczego przez 6 lat to nie było sprawdzane, dlaczego jesteśmy znów w takiej sytuacji jak w 2008 roku, kiedy też protestowaliśmy? Chcemy, aby stworzono nam warunki do funkcjonowania na rynku i służenia Polsce, tym bardziej, że 20 mld euro zyskuje skarb państwa z eksportu. Czy można zarżnąć kurę, która znosi złote jajka?

Zdaniem protestujących, zapowiadana pomoc de minimis nie wystarcza: 550 zł to koszt produkcji, nawet pomoc w najwyższej planowanej wysokości 600 zł nie rozwiąże problemu.

- Należy unormować rynek, wtedy nie potrzebujemy żadnej pomocy – mówi Leszek Kumorek.

Wiceminister Tadeusz Nalewajk wyszedł do protestujących i zaprosił ich na rozmowy z Markiem Sawickim.