Daliśmy sobie radę z konkurentem wyżej postawionym technologicznie i cywilizacyjnie 10 lat temu, choć było co do tego wiele obaw – mówił minister. W związku z embargiem rosyjskim pojawiają się „bardzo proste rozwiązania”: – Nasz rynek natychmiast zamykamy przed dostępem produktów z zewnątrz. Ale w drugą stronę – nie. Kiedy słyszę lament trzodziarzy, to wszyscy mówią: trzeba coś zrobić, żeby do Polski nie płynęła duńska, holenderska, niemiecka wieprzowina. Ale jednocześnie zapominamy,  że jeśli chodzi o wieprzowinę – ceny są porównywalne. Ale już nie słuchamy drobiarzy, którzy 40 proc. swojej produkcji eksportują w drugą stronę. I okazuje się, że tuszki drobiowe polskie na rynku europejskim są co najmniej 40 proc. tańsze niż niemieckie czy holenderskie. Więc skoro Duńczycy psują rynek trzody dla Polaków, to czy Polacy nie psują rynku drobiu dla całej Unii Europejskiej? Warto by się nad tym zastanowić. A może rzeczywiście jesteśmy w tej dziedzinie mistrzami, bo mamy pierwsze miejsce w Europie w wielkości produkcji i nauczyliśmy się konkurencyjnego produkowania?

Jak stwierdził minister, „ta pokusa indywidualizmu w UE czasami wraca”. – Ja 10 lat temu byłbym gotowy jej ulec, czy 12 lat temu, kiedy byliśmy importerem netto  żywności. A jeśli dzisiaj, w roku 2014, trudnym roku z embargiem rosyjskim, wyeksportowaliśmy żywność za prawie 21 i pół miliarda euro, przy dodatnim bilansie 6,6 mld euro – to proszę bardzo, niech znajdzie się odważny, niech zamknie dostęp na polski rynek jakiejkolwiek importowanej produkcji i niech nasi partnerzy zrobią to samo w drugą stronę. To 30 proc. mleka zostaje na naszym rynku, 40 proc. drobiu zostaje na naszym rynku, nie mówię już o rynku owoców i warzyw.

Minister podsumował, że cele trzeba osiągać „nie poprzez blokady i blokowanie granic, a przez budowanie konkurencyjnych warunków”.

Potrzebna jest konsolidacja pozioma rolników. Rolnicy są wciąż słabo zintegrowani – 4 proc. w grupach producenckich „to dopiero raczkowanie”, ale jeszcze większe rezerwy są w segmencie przetwórców.

- Czy my musimy sprzedawać drób na rynkach unijnych 40 proc. taniej niż Niemcy? – pytał minister. – Może wystarczyłoby przynajmniej 10 proc. taniej? Ale jeżeli zakłady drobiarskie ze sobą konkurują zaniżaniem ceny, to producenci między sobą  nawzajem się niszczą.