Minister Marek Sawicki zapowiadał niedawno rozchwianie unijnego rynku owoców i warzyw przez skierowanie na niego polskich nadwyżek. 

Wiadomo jednak, że ze Wschodem handlowało się nam lepiej niż z Zachodem.

Właściciel firmy Gospodarstwo Ogrodnicze Janusz Humelt mówił niedawno podczas obrad sejmowej KRiRW:

- Powiem to państwu tak: z rynkiem rosyjskim mogliśmy się dogadać. Nie mamy takich grup czy takich firm, które dystrybuowałyby nam towar za granicę do Holandii, do Hiszpanii. Nie mamy. Jak się odbywał interes? Rosjanie znają polski język, był telefon i my sprzedajemy. Nas, proszę państwa, tego nie nauczono. Możemy powiedzieć tak, że jeśli moglibyśmy czy do Hiszpanii sprzedawać, czy do Holandii, czy gdzieś tam, to byśmy sprzedawali, bo Polacy wszędzie mogą sprzedawać. Ale najlepiej nam się współpracowało ze wschodnim rynkiem. Niejedni koledzy mówili mi, że kupowaliby od nas produkt, ale nie mogą.

Czy jest możliwe wejście na unijne rynki z naszymi nadwyżkami owoców i warzyw? Wiktor Szmulewicz, prezes KRIR, uważa za realną możliwość skierowania na unijne rynki naszych nadwyżek.

- Jeżeli w Unii Europejskiej mamy otwarte przejazdy i otwarty handel na Zachód, to będziemy robić wszystko, żeby konkurencyjnie ceną powalczyć o wejście i przez to będziemy psuć rynek – zapowiedział dziś na konferencji prasowej. - Jeżeli Unia nie zdejmie tej nadwyżki w taki czy inny sposób, to odbije się to również na niej.

Podobał się artykuł? Podziel się!