Pracownicy ARiMR zorganizowali w piątek 9 października protest pod Ministerstwem Rolnictwa.

W przeddzień spotkali się z prezesem agencji, przedstawiając mu swoje postulaty:

1. Podwyżka wynagrodzenia w taki sposób, że stawka osobistego zaszeregowania każdego pracownika zostanie podwyższona o 500 zł brutto;

2. Ujednolicenie płac na poszczególnych stanowiskach we wszystkich jednostkach organizacyjnych Agencji. Wyeliminowanie ogromnych różnic pomiędzy wynagrodzeniem pracowników biur powiatowych oraz centrali;

3. Wprowadzenia czytelnego systemu nagród kwartalnych, tak aby spełniał on swoją motywacyjną funkcję;

4. Respektowanie ścieżki awansu zawodowego po przepracowaniu odpowiednich lat pracy.

Zarówno podczas tej rozmowy, jak i podczas protestu pod MRiRW, pracownicy nie znaleźli zrozumienia.

- Nikt z ministerstwa do nas nie wyszedł – mówi po zakończeniu protestu pod Ministerstwem Rolnictwa Wiesława Gawior, przewodnicząca Komitetu Zakładowego Solidarności ARiMR oraz zastępca przewodniczącego Krajowego Sekretariatu Rolnictwa NSZZ"S" Dolnośląskie. - Przedstawiliśmy swoje postulaty i powiedziano nam tylko, że dzielimy skórę na niedźwiedziu. Ale my wiemy, jakie mamy pieniądze. Pracownicy naprawdę bardzo mało zarabiają. To, ilu jest tu ludzi pokazuje, że to jest prawda.

A przyjechać nie było łatwo - pracownicy mieli trudności z uzyskaniem dnia urlopu na czas wyjazdu. Mimo to pikieta była liczna, zgromadziła reprezentantów z całej Polski.

Jak mówi Wiesława Gawior, aby zrealizować podstawowy postulat związku, jakim jest podniesienie każdemu pracownikowi wynagrodzenia o 500 zł, nie jest wcale potrzebne zwiększenie budżetu na ARiMR.

- Jest jeszcze „Pomoc techniczna” z PROW, którą dostajemy co roku. To 20 mln. Teraz te pieniądze idą gdzieś w siną dal. A my chcemy, żeby szły albo na doskonalenie programu – aby można było rolników normalnie przyjąć, albo trafiały do tych pracowników, którzy obsługują rolników. Wtedy pensje zarabiających najmniej, zatrudnionych na samym dole pracowników ARiMR mogłyby wzrosnąć.