Kryzys i trudności rynkowe związane z embargiem rosyjskim podsuwają łatwe pomysły zaradzenia trudnościom rynkowym: najprościej nie wpuszczać na własny rynek obcych towarów. Jak to zrobić na wspólnym unijnym rynku? Okazuje się, że nie jest on taki znowu wspólny. Od trzech lat czeskie ministerstwo rolnictwa publikuje w internecie listę produktów rzekomo o niepewnej jakości – bez podania argumentów, które decydują o wpisaniu na nią – sygnalizuje Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. Sposobów na pozataryfowe ograniczanie eksportu żywności jest wiele, wskazali je uczestnicy ankiety przeprowadzonej przez PFPŻ: podwyższona częstotliwość kontroli, negatywne kampanie prasowe, konieczność wieloletniego przechowywania dokumentów, dodatkowe certyfikaty, określone teksty na opakowaniach. Ponad 30 proc. produktów eksportowanych do UE podlega działaniom dyskryminującym. Wyliczono, że eksporterzy średnio 4 dni w miesiącu muszą poświęcić na pokonanie dodatkowych barier, a koszt tego szacuje się na 4 proc. eksportu. Polscy eksporterzy wskazują Czechy jako państwo, które najczęściej wprowadza bariery pozataryfowe – i są one najbardziej uciążliwe. Na drugim miejscu pod względem częstości barier znalazły się Niemcy, trzecia jest Wielka  Brytania. I niby organy unijne podejmują kroki w przypadkach konfliktowych, ale to działanie trwa ok. 3 lat, co czyni je nieskutecznym.

Czy jest więc wspólny unijny rynek?

Jak wskazuje Jerzy Wierzbicki, prezes Polskiego Zrzeszenia Producentów Bydła Mięsnego, Unia Europejska chce być postrzegana jako jeden wspólny rynek, tymczasem poszczególne państwa zawarły 40 tys. umów bilateralnych.

Rajmund Paczkowski, prezes zarządu Krajowej rady Drobiarstwa, zwraca uwagę, że nie mające żadnego potwierdzenia w rzeczywistości oskarżenia Czechów kierowane wobec polskiej żywności powtarzają się w ostatnich latach. Czesi nie chcą zrozumieć np. że niższe ceny jaj w naszym kraju można osiągnąć, stosując własną tańszą paszę. Niższe ceny nie muszą oznaczać gorszej jakości, działa tu także efekt skali produkcji.

Czy uda się zatem skutecznie i ostatecznie wpłynąć na zmianę sytuacji?

Marian Sikora, prezes Federacji Branżowych Związków Producentów Rolnych, uważa, że niezbędne są działania rządu polskiego, Parlamentu Europejskiego i Komisji Europejskiej. Bo nie może być tak, że unia wydaje setki milionów euro na promowanie własnej żywności i jednocześnie dopuszcza do kwestionowania jej jakości – pomimo spełnienia wyśrubowanych wymagań.