W sobotę rolnicy z miejscowości Rudniki i przybyli z całej gminy Międzyrzec Podlaski  nie pozwolili w jednym z gospodarstw przeprowadzić uboju zdrowych świń, które zamierzano ubić w ramach bioasekuracji związanej z ASF.

Więcej: Rolnicy z Podlasia: Weterynarzom dziękujemy

- Niech ludzie wiedzą, co się dzieje. Na razie jest cicho. Jutro będzie spotkanie z ministerstwem, zobaczymy co powiedzą. Czekamy – mówi dziś właścicielka gospodarstwa Ewa Biernacka, sołtys w Rudnikach.

Jak dodaje, sąsiedzi nie mają jej za złe, że powstrzymała wybicie świń w swoim gospodarstwie.

- Przeciwnie, każdy jest wdzięczny, że nagłośniłam sprawę – mówi. – Ognisko ASF było kilometr dalej u świń. Świnie wybili, potem ponoć okazało się, że badania nie potwierdziły choroby.

Od soboty w gospodarstwie oprosiły się 2 loszki, liczba świń wzrosła więc o 19, do 90 sztuk.

Jak mówi Ewa Biernacka, spełnia wymogi bioasekuracyjne, które uważa za potrzebne i możliwe do spełnienia. Gospodarstwo jest ogrodzone, są maty, tablice ostrzegawcze.

- Powiedzieli mi, że nie spełniam wymogów bioasekuracji, bo nie mam rejestrów wchodzenia i wychodzenia z chlewni. Nie będę ich prowadzić, bo to dla mnie nonsens. Mam świadectwa weterynaryjne potrzebne przy sprzedaży i je przechowuję - to wiadomo, kto wchodzi po świnie, i to wystarczy. Nie stać mnie na zakładanie wentylatorów w chlewni, ale jest czysto, pomieszczenia są zadbane. W sierpniu powiedzieli o wymogach bioasekuracji, a faktury za środki dezynfekcyjne chcą za 2 lata.

Na oproszenie czeka w gospodarstwie 6 loch, termin jest po 20 października. Czy zdążą?...

 A jak w sobotę przebiegały wydarzenia w Rudnikach?

Prosimy zobaczyć to na filmach udostępnionych przez Radio Biper.

Podobał się artykuł? Podziel się!