W poniedziałek w Brukseli rozpoczyna się 10. runda europejsko-amerykańskich negocjacji ws. TTiP. Tym razem rozmowy będą dotyczyć kwestii m.in. rolnictwa, usług, inwestycji i przetargów publicznych.

- Globalne koncerny, które prowadzą swoje działania zarówno na rynku amerykańskim, europejskim, jak i innych rynkach światowych mają swoje przedstawicielstwa, biura. Koszty prowadzenia biznesu dzięki tej rozbudowanej infrastrukturze są dla nich relatywnie niskie. Natomiast małe i średnie przedsiębiorstwa nie mają rozbudowanej sieci instytucjonalnej, nie mają swoich biur, przedstawicielstw, nie mają agentów na zewnętrznych rynkach. Dla nich każde obniżenie kosztów transakcyjnych pomiędzy Europą i Stanami Zjednoczonymi to realna korzyść - powiedział  Dycha.

Zapewnił, że teza, jakoby umowa była negocjowana dla wielkich koncernów międzynarodowych, jest nieprawdziwa. - Jest inaczej. To małe i średnie przedsiębiorstwa będą mogły korzystać z usprawnień, obniżania kosztów w Europie i Polsce - argumentował.

Dotychczas w ramach TTIP odbyło się dziewięć rund negocjacyjnych. Toczą się one w trzech obszarach: dostępu do rynku (towary, usługi, zamówienia publiczne), współpracy regulacyjnej oraz zasad w handlu, obejmujących m.in. surowce, energię i prawa do ochrony własności intelektualnej.

Jednym z najbardziej kontrowersyjnych tematów negocjacji nad umową jest mechanizm rozwiązywania sporów państwo-inwestor, w skrócie ISDS. Takiego mechanizmu domagają się Amerykanie. Przeciwnicy ISDS, głównie organizacje pozarządowe, wskazują na niebezpieczeństwo wpływania przez inwestorów na działalność regulacyjną państw, m.in. w sprawie zabezpieczenia praw socjalnych czy ochrony środowiska. Klauzula pozwala na rozwiązywanie sporów między państwem a przedsiębiorstwem w prywatnych sądach arbitrażowych i władze stawia na równi z firmami. W razie przegranej naraża rządy na wielomilionowe odszkodowania bez możliwości odwołania.

Krytycy porozumienia m.in. wysuwają argument, że umowa służy Ameryce, a Europę stawia w roli klientów tamtejszego biznesu. Zwolennicy TTIP argumentują natomiast, że umowa przyczyni się do wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego po obu stronach Atlantyku, wesprze istniejące sojusze i wreszcie - po latach impasu w Światowej Organizacji Handlu (WTO) - pozwoli wypracować nowy model w handlu międzynarodowym.