„Farmer”: Kończy Pan wyjątkowo długą, bo ośmioletnią, kadencję. Proszę o podsumowanie: co się udało, a co nie w ciągu tych lat. Podczas swojej ostatniej konferencji prasowej 22 października mówił Pan, że od przystąpienia do Unii Europejskiej nastąpił 40-procentowy wzrost produkcji rolniczej.

Marek Sawicki: Licząc od przystąpienia do Unii – tak, natomiast przez całe te osiem lat wzrost produkcji rolniczej wyniósł 30 procent.

 „Farmer”: Jak to jest liczone? Czy z uwzględnieniem inflacji?

M.S.: To podaje Instytut Ekonomiki Rolnictwa, więc podejrzewam, że uwzględniono także czynnik inflacyjny. Jest to wartościowy, a także ilościowy wzrost znaczący – nie zapominajmy, że w tym okresie nie było znaczącego wzrostu cen. Co ważne, szybciej nam rosła wartość produkcji przetworzonej od produkcji surowej.

 „Farmer”: A przetwórstwo w dużej części nie jest w polskich rękach.

M.S.: To jest w mojej ocenie niesłuszna teoria, dlatego że większość zakładów w przemyśle przetwórczym to są małe i średnie przedsiębiorstwa, które są własnością kapitału polskiego. 70 proc. sektora mleczarskiego to sektor spółdzielczy, a więc jest to własność rolnicza. Jest też trochę kapitału zagranicznego w sektorze przetwórczym mięsa, ale – w mojej ocenie – na pewno nie mamy do czynienia z przewagą zagranicznego kapitału przetwórczego.

 „Farmer”: Jak ma się rekordowa produkcja do sytuacji producentów? Mamy np. pierwsze miejsca w Europie w produkcji czarnej porzeczki i jabłek – i ogromne problemy producentów  ze sprzedażą i otrzymaniem godziwej zapłaty za te owoce. Producenci czarnej porzeczki twierdzą, że ich problemy to właśnie wynik tego, że przetwórstwo nie jest w polskich rękach i są dyskryminowani, a oferowane im ceny skupu są poniżej kosztów produkcji. Producenci jabłek też ciągle muszą korzystać z pomocy.