Wszystkie kluby opowiedziały się za projektowaną ustawą, ale zgodzono się, że trzeba nad nią jeszcze popracować. Poseł Krzysztof Ardanowski popierając projekt mówił, że trzeba zmienić przepisy dotyczące samej sprzedaży bezpośredniej.

Przygotowywana nowelizacja tej ustawy ma doprecyzować kwestie podziału kompetencji pomiędzy Państwową Inspekcją Sanitarną a Inspekcją Weterynaryjną w zakresie sprawowania nadzoru nad przetwarzaniem produktów pochodzenia zwierzęcego i ich sprzedażą przez rolników - mówił w czwartek w Sejmie poseł wnioskodawca Marek Sawicki przedstawiając poselski projekt.

Według propozycji wnioskodawców - posłów PSL - nadzór nad sprzedażą bezpośrednią produktów pochodzenia zwierzęcego ma sprawować Inspekcja Weterynaryjna.

Poseł przypomniał, że projekt ten był już rozpatrywany w poprzedniej kadencji i trafił do komisji rolnictwa. Ta jednak nie zdążyła go rozpatrzyć ze względu na kończącą się kadencję Sejmu.

Sawicki zaznaczył, że obecnie możliwa jest sprzedaż bezpośrednio z gospodarstwa produktów nieprzetworzonych (bez opodatkowania) oraz niektórych przetworzonych w ramach tzw. sprzedaży bezpośredniej jak również sprzedaż przetworzonych produktów w ramach działalności marginalnej, lokalnej i ograniczonej (tzw. MOL).

Przypomniał, że zgodnie z przepisami rolnik może sprzedać w swym gospodarstwie lub na targowisku produkty przetworzone o wartości do 150 tys. euro rocznie (ok. 600 tys. zł) z 2 proc. podatkiem od przychodów. Wystarczy tylko taką działalność zgłosić, a sprzedane produkty zapisywać "w zeszycie". Działalność w MOL wymaga rejestracji i jest ona nadzorowana przez Inspekcję Sanitarną.

Jak tłumaczył Sawicki, Inspekcja Weterynaryjna nadzoruje produkcję zwierzęcą gospodarstw rolnych, więc także może kontrolować sprzedawane przez rolników produkty pochodzenia zwierzęcego. Takie rozwiązanie ułatwi rolnikom podjęcie działalności. - Nie ma obaw, że konsumenci dostaną produkt o nie sprawdzonej jakości, a z drugiej strony możliwość bezpośredniej relacji - lekarz weterynarii - producent - konsument ma też swoją wartość - przekonywał Sawicki. Zauważył, że nie ma lepszej weryfikacji produktu niż ocena konsumenta, bo jeśli konsument raz się natnie na zły produkt więcej go nie kupi i powie o tym innym.